
NOOR DUBOIS
ur. 6. maja 2004 roku pod Paryżem · biegłość w francuskim, arabskim, angielskim i rosyjskim · przedostatni rok na ścieżce specjalizacyjnej profilu polityczno-społecznego · mieszana krew · nieprzespane noce · niewyjaśnione lęki · wysoka wrażliwość · brak uśmiechu · brak łez · determinacja · duma bez uprzedzeń · gra na fortepianie przekazaną pasją od matki · sokolnictwo obowiązkiem wobec ojca · INFJ · wyśmienita szablistka dla brata · wielogodzinne debaty oksfordzkie i argumentacja logiczna dla jedynego niepoznanego dziadka · socjotechnika dla siebie · członkini klubu Concordia · pokój 106 w Rezydencji Czarnej
Muśnięta słońcem skóra obsiana piegami jest ciepła i rumiana, ale magnetyzujące spojrzenie powstrzymuje od zaczepek chłodem jak kostki lodu, które uwielbia przegryzać o każdej porze roku. Subtelny uśmiech byłby kluczem do sukcesu, gdyby nie cięte riposty i gorąca krew, gdy zabraknie cierpliwości. Lotny umysł, elokwencja i słodka aparycja otworzyłyby niejedne drzwi, gdyby nie milczenie budujące wokół niej grube mury, które wybiera częściej niż głośną odpowiedź na pytanie. Słucha i zapamiętuje, nie walcząc o uwagę, bo zna swoją wartość. Bardziej ceni suchy niedosyt, niż duszący przesyt. Preferuje noc od dnia, mimo że jej imię otrzymane po babci z Syrii oznacza światło.
Chowa w sobie zbyt wiele emocji, nie potrafiąc ich wyrazić, ani zrozumieć. Ukrywa gamę nieodkrytych kolorów, nosząc beże i szarości. Długie kasztanowe włosy zwykle nosi rozpuszczone, aby gęstą kaskadą zalały jej drobne ramiona i plecy, pobudzając poczucie własnej atrakcyjności. Jest niepozorna, śliczna i wie więcej, niż się wydaje. Spojrzeń pełnych podziwu, pytań, pożądania i zazdrości nigdy nie ma dość, chociaż nic nie znaczą. Opinie na swój temat ma w głębokim poważaniu, nie czując potrzeby prostowania niesłusznych ocen i wyłapuje z uniesionym podbródkiem cudze spojrzenia w tłumie. Gardzi złośliwymi plotkami i tymi, którzy je rozsiewają.
Zbyt łatwo obcy zanurzają się w jej jasnym spojrzeniu, zbyt szybko w nim toną, lecz jej zbyt łatwo przychodzi to wszystko ignorować, by odwrócić się i odejść. Nigdy nie brakowało jej ambicji, od dziecka udowadniała na każdym kroku jaka jest chciwa wobec codzienności, bystra, jak wielkie ma pragnienia i ile oczekuje od życia. Nie należy jednak do tych osób, które oczekują, aż wszystko zrobi się samo i sukces sam do niej przyjdzie. Chwyta każdy dzień garściami, wymagając od innych, ale przede wszystkim od samej siebie. Dlatego prędzej, czy później zawsze osiąga to, co sobie zamierzy i jest w stanie ustrzelić każdy wcześniej obrany cel. Uparta i zdeterminowana żałuje tylko tego, że nie potrafi innych zarazić tą wewnętrzną zawziętością i odwagą do podejmowania wyzwań. Zbyt łatwo się irytuje tylko wobec tych, którzy są dla niej ważni, nie ma problemu z kłamaniem prosto w twarz, a póki sama nie jest krzywdzona, potrafi wiele wybaczyć. Dba o innych tak, by nie dopuścić ich zbyt blisko, a tu w Valmont zarówno nauczycieli jak i uczniów traktuje z szacunkiem i bez przesadnej serdeczności.
Nie lubi się powtarzać, nie prosi zbyt gorąco i nie przeprasza zbyt wylewnie. Pozuje na osobę, która się nie waha, a własnej prywatności strzeże niezwykle starannie. Jest córką członkini Rady Bezpieczeństwa ONZ, która nie spełniła oczekiwań swoich rodziców o karierze lekarki i analityka taktycznego wojsk francuskich, który odciął się od rodziny na Bliskim Wschodzie. Boi się tylko ponad piętnaście lat starszego brata, który niezwykle rzadko utrzymuje kontakty z nią i rodzicami i podążył bliźniaczą ścieżką za dziadkiem, który rekrutował do jednej z najlepszej agencji wywiadowczej, o czym się nie mówi. Ukochana wnuczka pary zaangażowanej w finanse Francji. Byłaby również oczkiem w głowie drugiej strony rodziny, gdyby nie spalone mosty. Kiedyś, tylko raz, słyszała, że od strony ojca posiadają złoża ropy naftowej o wartości umożliwiającej wyburzyć i zaraz potem odbudować niejedno miasto, ale to tajemnica, której nikt nie chce nawet odkrywać.
Nie powie, że uczucia nie są ważne, bo zwykle wpływają na szybkość i trafność dokonywanych wyborów, ale wierzy, że to nie serce poprowadzi człowieka w górę i do przodu. Odwzajemnia każdą surowość w ocenie innych, bo sama tylko z taką się spotyka, potykając wciąż o stereotypy. Niedobrze reaguje na brak kwalifikacji, chęci nauki i obycia, szczególnie w fatalnym połączeniu z zuchwałością. Nie jest naiwna, tylko trochę romantyczna, a marzenia po prostu spełnia, zamiast nad nimi dumać. Chce czuć, że żyje i nie godzi się na aranżowanie jej życia przez umowy między rodzinami, choć plotki o jej planowanym zamążpójściu dawno rozeszły się po kątach, tak samo jak gadanie o tym, że blizny sprzed dwóch lat na jej prawym nadgarstku nie są jedynymi, jakie nosi, tylko teraz wybiera bardziej dyskretne miejsca na skórze.
Nigdy nie pamięta swoich snów, za mało sypia. Boi się jedynie tego, czego nie zna, lecz nie zdarza jej się skupiać nad własnymi lękami. Ucieka od nich. Żyje teraźniejszością, bo powrót do przeszłości mógłby ją złamać. Widziana jest w wykreowanej niezłomności, nieomylności, której inni od niej oczekują, trzyma się tego jak ostatniej deski ratunku. Nie płacze, nie uśmiecha się też za często, pokazując raczej ograniczoną gamę emocji, choć serce ma żywe i gorące. Pełne niewygojonych blizn.
Cześć, zapraszamy po wątki, dramy i intrygi. Przygarniemy wszystko, szukamy niechcianego narzuconego narzeczonego. Wygląd karty zawdzięczam niezastąpionej smole :3. Wizerunek nieznany. Poniższe wpisy mogą zawierać elementy przeznaczone dla dorosłych czytelników [+18].
Noor, witamy w Valmont Academy! Cieszy mnie Twoja obecność w murach naszej Akademii — miejsce to docenia zarówno wybitne umysły, jak i charaktery, które potrafią wytrwać przy własnych wartościach. Życzę Ci, byś odnalazła tu przestrzeń do rozwoju i wyzwań na miarę Twoich ambicji!
OdpowiedzUsuń[Sol! Ona jest cudowna i przepiękna! ❤️ Drzemie w niej wojowniczka i oby pokazała światu, na co ją stać. Mój Theo na pewno zgodziłby się z określeniem, że nie lubi się powtarzać. Zresztą, kto to lubi? :D Nasze postaci są w jednym klubie i na tym samym profilu, więc muszą się znać. Jeśli nie masz mnie dość, to wiesz gdzie mnie szukać ;)
OdpowiedzUsuńBaw się dobrze ❤️]
Theo
[Hmm, nie mogę – jakby to powiedzieli – położyć palca na tej pannie palca 🤔 W dobrym tego znaczeniu, bo nie wpisuje się ona w żaden oklepany archetyp. A przymuszony narzeczony, muah muah, jakże ja to lubię 🤌🏻 Arranged marriage trope, they'll never make me hate you 🫶🏻
OdpowiedzUsuńNasze dziewczyny muszą się teoretycznie znać, więc jeśli macie ochotę, zapraszamy w nasze skromne progi. Życzymy dużo dram i miłego pisania!]
Kornélia ࣪ ִֶָ☾.
Jego przenikliwe spojrzenie wędrowało po monumentalnej sali balowej, przystrojonej dekoracjami w stylu maskarady, na które padało ciepłe światło kryształowych żyrandoli. Pomieszczenie wypełniała elegancka muzyka tła, która mieszała się z lekkim gwarem rozmów i szczękiem szkła, które dźwięczało na stole, tuż przy wazie z ponczem, do którego znów ustawiła się kolejka rozswawolonych uczniów. Nastroje dopisywały, a wraz z nastrojami aura tajemniczości, którą tworzyły błyszczące maski, doskonale pasujące do dobrze skrojonych kostiumów, i ta pozorna anonimowość, z której dziś co niektórzy korzystali tu wyjątkowo bardzo, jakby dostali szansę jedną na milion, żeby zrobić coś, czego nie odważyliby się zrobić tak na co dzień, bez ukrywania tożsamości. W rzeczywistości to, że ktoś ma na twarzy kawałek ozdobnej dekoracji, nie oznacza, że doszczętnie traci osobowość i nie zostawia po sobie żadnych śladów, bo ciało potrafi zdradzić człowieka w najmniej oczekiwanym momencie i w sposób zupełnie niekontrolowany. Wprawne oko nie musi znać twarzy, żeby dopasować sylwetkę do konkretnej osoby, dlatego odszukanie tych kilku konkretnych uczniów, których obecność na sali determinowała jego chwilowe przybycie, nie sprawiło mu problemu. Splótł dłonie za plecami i ulokował wzrok w wysokim chłopaku, który nachylał się lekko w stronę brunetki w zielonej, jedwabnej sukni. Obserwował ich sobie nienachalnie, stojąc dużo dalej, niemal przy głównym wyjściu, a był jedyną osobą na całej tej sali, która nie miała zakrytej twarzy. Nie przyszedł tu jednak balować. Przyszedł skontrolować sytuację i sprawdzić, jak bawi się jego uczennica, która od dłuższego czasu jest również jego targetem, nad którym miał dla odmiany czuwać, a nie którego miał stopniowo eliminować. W standardzie to roześmiałby się w głos, gdyby ktoś przyszedł do niego z takim zleceniem, bo zabawa w bodyguarda to nie jego biznes, ale w tym przypadku zdecydował się je przyjąć wyłącznie dlatego, że spłynęło ono od nie byle jakiego człowieka. Już mniejsza o to, jaką zapłatę mu zaoferowano – dziadek Noor był kimś szczególnie ważnym dla jego dziadka, Icchaka, w czasach, w których ten jeszcze żył, i Jared miał tego świadomość, dlatego nie odmówił. Skoro i tak miał tutaj robotę, a nawet dwie, to dodatkowe zobowiązanie nie zrobi mu różnicy, zwłaszcza, że chodziło o dziewczynę, która nie słynie w akademii z tego, że jest najbardziej zbuntowaną jednostką, mającą w głębokiej dziurce wszystkie zasady. Nie musiał użerać się z nią, jak z jakąś rozkapryszoną trzpiotką, co nie zmienia faktu, że były momenty, w których zbyt radykalnie natarł na jej przestrzeń osobistą, a wtedy ona pokazała swoje pazury, ale przynajmniej dowiedział się, po której rodzinie je ma – na pewno nie po tej francuskiej.
OdpowiedzUsuńZmrużył lekko oczy, gdy do ich dwójki dołączyła jasnowłosa uczennica, a po chwili był już na pustym korytarzu, który przemierzał szybkim krokiem w kierunku biblioteki. Zanim Noor wybiegła z sali, zdążył wyłapać kilka sygnałów, które uświadomiły go, że ona wcale nie czuje się dobrze, i że nie chodzi wyłącznie o to psychiczne samopoczucie, zszargane spotkaniem ze swoim ulubieńcem. Gdyby jej nie znał, całkiem możliwe, że znalezienie jej na terenie akademii zajęłoby mu całą wieczność, ale wiedział o niej dużo – nie wszystko, ale naprawdę wiele, jak na człowieka, który teoretycznie tylko ją uczy. Potrafi rozpoznać ją po tym, jak porusza się jej ciało, więc złota maska nie była dziś żadną przeszkodą, i znał miejsca, w których spędza najwięcej czasu.
Miał świadomość jej lepszych i gorszych stron, ale przede wszystkim był w stanie przewidzieć jej zachowania, dlatego korzystając z innej niż ona trasy, obrał azymut na wschodnie skrzydło, żeby w odpowiednim momencie z powodzeniem zastąpić jej drogę i ją zatrzymać. Nie myślał jednak, że stanie się to z takim impetem, ale gdy wyszedł na korytarz Noor akurat wpadła mu prosto w ramiona i sama się w nich zamknęła.
UsuńChwycił w dłonie jej delikatną twarz i zajrzał głęboko w jej oczy, konfrontując wiosenną zieleń z własnym, krystalicznym akwamarynem. Przebiegł uważnym spojrzeniem po jej źrenicach i zadarł jej twarz nieco w górę, do źródła światła, żeby sprawdzić ich reakcję.
— Oddychaj — nakazał, bo wstrzymała oddech, więc nic dziwnego, że jej ciało domagało się powietrza. Nie spuszczając spojrzenia z jej oczu, wziął razem z nią dwa głębsze wdechy, żeby złapała odpowiedni rytm, po czym zsunął dłonie na jej nagie ramiona i mocniej zacisnął na nich palce, lekko gładząc kciukiem aksamitną skórę nad obojczykiem. — Do mojego gabinetu, panno Dubois — powiedział, nakierowując ją w odpowiednią stronę, a potem nachylił się po jej torebkę i podniósł ją z podłogi razem z tym, co się z niej wysunęło. Od jego gabinetu dzieliło ich tylko kilka drzwi. W środku otworzy jej okno i będzie mogła usiąść przy nim na szerokim, niskim parapecie, zaaranżowanym na siedzisko. Poza tym, w gabinecie trzyma jeszcze wiele innych przydatnych specyfików na takie wypadki, więc to rozsądniejsza opcja, niż wyjście na taras, skąd nawet do łazienki będzie daleko, jeśli się okaże, że Noor poczuje potrzebę zwrócenia tych kilku przyjemności, na które skusiła się podczas balu.
Jared Shamir ✨🌒
[O! Nie spodziewałam się, że tak szybko skuszę jakąś duszę na tę rolę współlokatorki. Nie miałam w planach z tą propozycją na wstępie, bo wiem, że nie każda jest na tyle odważna, aby stać się nieproszonym obiektem adoracji koleżanki. Ale proszę bardzo, mówi pani i ma 😏
OdpowiedzUsuńChcąc nie chcąc, mogły się jednak zaprzyjaźnić i trzymać razem w tym zaciętym środowisku. Mogą być swoim wzajemnym słabym punktem i jedyną osobą, z którą zaciekle nie rywalizują, mimo że tego głośno nie powiedzą; cóż, przynajmniej Kornélia, która kiepsko maskowałaby także swoją zazdrość zarówno o domniemanego narzeczonego, jak i każdego kawalera, który kręciłby się w pobliżu Noor (mam cię na oku, panie Shamir 😒) pod pretekstem bycia nadopiekuńczą przyjaciółką. Ona nie jest przyzwyczajona do takich ścisłych relacji, więc szybko mogłaby pomylić czystą, bezwarunkową przyjaźń z czymś romantycznym. I jak najbardziej Noor może być jedyną osobą, której do tej pory wiadomo było o atakach paniki Kornélii, a ona odwzajemniłaby się, dotrzymując Noor towarzystwa w jej bezsenności. To wcale nie pretekst, żeby dzielić łóżko, skądże... 😳]
Kornélia ☾⭒.˚
Kornélia przekręciła się, wybudziwszy się z płytkiego snu. Jej powieki zamrugały ciężko, rejestrując panującą w pokoju ciemność, przełamaną jedynie nieśmiało zaglądającym przez zasłonę światłem księżyca. Mimo mroku i pozornej ciszy nocy potrafiła jednak wyczuć niespokojną energię, która świadczyła o tym, że nie była jedyną osobą, której umknął sen.
OdpowiedzUsuńDzieląc wspólną przestrzeń ciężko było oczywiście ukryć fakt męczącej bezsenności. Kornélia szybko się przekonała, że jej współlokatorka nie tyle cierpiała na słabą organizację czasu i kładła się do łóżka zbyt późno w stosunku do porannego alarmu, co całkowicie unikała nocnego odpoczynku, jeśli nie z wyboru, to z wewnętrznego przymusu. Zawsze jednak starała się nie obarczać Kornélii swoim własnym problemem. Gdy wracała późno do pokoju, robiła to lekkim krokiem, aby jej nie obudzić, mimo że Kornélia była zawsze świadoma jej obecności; a gdy wybierała pozostać w łóżku, nie kręciła się bez potrzeby, ani nie zapalała nawet lampki na stoliku nocnym. Być może niewiele osób spodziewałoby się tego po Noor Dubois, którą prezentowała światu, jak troskliwą przyjaciółką potrafiła być, gdy jej na kimś zależało.
No właśnie. Przyjaciółką. Kornélia nie była pewna, czy ktokolwiek inny w jej życiu zasługiwał na to miano. Nawet patrząc w przeszłość, na beztroskie dziecięce lata. Nikt wcześniej nie przedarł się przez mury, które wokół siebie zbudowała, w taki sposób, jaki zrobiła to ona.
Od pierwszego dnia, w którym spotkała Noor, nie miała w planach traktować jej inaczej od całej reszty. Analizowała ją pod tym samym kątem; jakie korzyści mogła jej przynieść i jak jej zagrażała. Jednak jedną korzyścią, która nigdy wcześniej nie znalazła się na żadnej liście, była przyjaźń. Ciepła, bezwarunkowa więź, której Kornélia bała się, jak przystało na coś nieznanego.
Kornélia nie knuła już, jak popchnąć ją ku dnu. Za to panicznie obawiała się wypuścić jej rękę w drodze na szczyt. Odczuwała niemal irracjonalną potrzebę postawienie się między Noor a kimś, kto śmiał spojrzeć na nią krzywo. Podobnie czuła się też, gdy jakiś niczego wart chłopak chociażby uśmiechnął się w jej stronę. Tyle że w tym przypadku mniej chodziło o obronę Noor, a bardziej o potrzebę ukrycia jej przed światem... Ale przecież od tego były przyjaciółki, nieprawda?
Kornélia przemrugała senność z powiek, obejmując poduszkę i popatrzyła na skrytą w mroku sylwetkę swojej współlokatorki. Zawsze chciała ją wtedy zapytać, o czym w tych momentach myślała. Czy były to myśli, które były przyczyną jej bezsennych nocy, czy właśnie myśli, które miały ukołysać ją w końcu do snu. Kornélia chciała wiedzieć, kto jest w tych myślach i dlaczego nie jest to ona. Czasami, w bardzo rzadkie poranki, Kornélia budziła się jako pierwsza i wiedziała, że Noor musiała zasnąć nad ranem. Wsłuchując się wtedy w spokojny oddech z drugiej strony pokoju, pozostawała w łóżku, aż do ostatniego możliwego momentu, kiedy obie musiały wstać, żeby nie spóźnić się na pierwsze zajęcia.
Przez chwilę pozostała bez ruchu i bez słowa, obserwując Noor, ale w obawie, że z powrotem bezwiednie zaśnie, postanowiła się w końcu odezwać.
— Przepraszam, nie chciałam cię obudzić — powiedziała żartem przytłumionym przez policzek spłaszczony na poduszce. Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy był lekki i prosty; ten, który niewielu osobom było dane doświadczyć. — Która godzina? — zapytała, nie mogąc powstrzymać ziewnięcia.
roomie ☾⭒.˚
To, co ona nazywała stróżowaniem, on nazywał zobowiązaniem wynikającym z umowy, której warunki spełnia już od dłuższego czasu, za co otrzymuje stosowną gratyfikację w izraelskich szeklach, regularnie spływających do niego w białych kopertach. Dodatkowa fucha, na którą się zgodził z dwóch bardzo prostych powodów: po pierwsze, chodziło o lojalność względem organizacji, na której usługach jest już od dekady, a po drugie, chodziło o człowieka, który zatwierdził jego kandydaturę i jako pierwszy złożył pod nią swój podpis. Był mu w pewnym sensie winny przysługę i tak się składa, że godząc się na to dodatkowe zobowiązanie, właśnie ją wyświadczył. Skoro i tak tutaj był, choć w zgoła innych celach, to nic nie stało na przeszkodzie, żeby przyjąć to dodatkowe zlecenie. Miał czuwać nad bezpieczeństwem Noor, więc czuwał, starannie uwzględniając wszelkie drobiazgi związane z tą odpowiedzialnością, mając na uwadze główny obiekt, w związku z którym całe to przedsięwzięcie w ogóle powstało, czyli chłopaka, który potencjalnie w przyszłości wciśnie obrączkę na jej palec – o ile tej przyszłości dane mu będzie zasmakować, bo przecież wypadki chodzą po ludziach, a seryjny samobójca nieustannie krąży po świecie. Kto wie, co lub kto czeka na człowieka gdzieś za rogiem. Przykładał się do każdego zadania, nie ważne, czy było ono trywialne, czy tak pochłaniające, że angażowało każdą komórkę ciała, i nie szczędził dokładności nawet najmniejszym szczegółom, z doświadczenia wiedząc, że ich niedopilnowanie może okazać się początkiem końca, ale akurat w tym stróżowaniu wcale nie zachowywał subtelności. Nie przebierał w środkach, bo nie musiał – był wykładowcą, z którym Noor prawie codziennie mija się w auli, więc wiele swoich działań mógł podciągnąć pod nauczycielskie obowiązki i to też robił, choć były momenty, które zdradzały czasem, że jego zachowanie ma jakieś drugie dno. Swoją chłodną postawą nie zachęcał jednak do zadawania osobistych pytań, zresztą, to było więcej jak pewne, że udaremni wszelkie próby dotarcia do odpowiedzi, których świat nigdy nie powinien poznać, więc nic dziwnego, że śmiałków do przekopywania się przez jego warstwy nie było. W końcu nawet sama Noor zaakceptowała to, że po prostu był, że pojawiał się znikąd w sytuacjach, w których ratował ją z opresji, albo które rujnował ku jej niezadowoleniu, zawsze znajdując sposób, by skutecznie zablokować jej pole manewru. I nie obchodziło go wtedy jej zdanie, ani trochę, mimo że Noor z reguły zawsze miała coś do powiedzenia. Wykonywał zadanie, więc grunt to zrealizowanie celu, a otoczenie to może sobie nawet spłonąć, jeśli będzie trzeba.
OdpowiedzUsuńTeraz sytuacja wydawała się o tyle poważna, że Noor nawet nie zaoponowała, a na jej twarzy przebijały oznaki paniki i bezradności. Oddychała płytko, starając się zaczerpnąć choć jeden głębszy wdech, żeby pozbyć się wrażenia, jakby ktoś zacisnął palce na jej szyi i odciął jej dopływ tlenu. Gdy wsparła się o biurko, on zatrzasnął za nimi drzwi i przekręcił klucz w zamku, a potem podszedł do antycznej komody i wysunął jedną z szuflad, w której trzymał małą walizkę z zamkiem szyfrującym, wielkości kopertówki. Przesunął palcem cyfry na zamku, układając z nich trzycyfrowy kod, a potem podniósł wieko walizki i wyjął ze szlufki ampułkostrzykawkę w formie pena, który mieścił się w jego dłoni. Odwrócił się i ruszył w kierunku Noor.
— Proszę zamknąć oczy... — polecił, i stanął tuż za jej plecami. Był wyjątkowo opanowany jak na kogoś, kto właśnie miał podać adrenalinę osobie, która prawie się dusi, w dodatku targetowi, któremu nie mógł zaszkodzić, bo miał wobec niego zgoła inne zobowiązania. I wyjątkowo spokojny jak na kogoś, kto ostatnimi czasy nie potrafił przejść obojętnie obok tej dziewczyny i jej zapachu. — I zacisnąć zęby — dodał i oplótł ramieniem jej talię, po czym przycisnął do swojego torsu, żeby nie uciekła pod wpływem niespodziewanego bólu. Drugą ręką podciągnął materiał jej sukienki i ni stąd ni zowąd wbił pen z adrenaliną w jej udo, przez kilka kolejnych sekund mocno dociskając igłę do jej mięśnia. Mógł to zrobić przez materiał sukienki, ale nie chciał jej niszczyć, do czego doszłoby na pewno, gdyby Noor nagle się wyrwała, bo wtedy igła w sekundę rozdarłaby jedwabistą tkaninę. A teraz było już po wszystkim – zastrzyk domięśniowy wykonany, substancja ruszyła w obieg.
UsuńZaczął masować palcami miejsce wkłucia, żeby nie został jej po tym brzydki siniak, i żeby substancja rozeszła się szybciej, nie rozciągając nieprzyjemnego bólu w czasie.
— Dziesięć minut — oznajmił, cały czas trzymając ją mocno w talii. — Tyle potrzebuje organizm, żeby zareagować na adrenalinę — wyjaśnił, stopniowo luzując swój chwyt w jej talii. — Zaraz będzie lepiej — zapewnił, bo adrenalina z pewnością zwiększy ciśnienie i rozszerzy drogi oddechowe, chociaż nie zniweluje tak do końca działania tego czegoś, co nieświadomie spożyła.
Jared Shamir 💉✨
To, że jego osoba jest owiana tajemnicą, nie jest wcale przesadnym określeniem, bo na próżno szukać o nim jakichkolwiek informacji w ogólnodostępnych mediach. Co prawda, jego nazwisko da się odnaleźć w internecie, bo ono zapisało się na kartach historii i to nie tylko izraelskiej, ale on, choć faktycznie jest z nim powiązany, nie istnieje w żadnym rejestrze, nie licząc tego jednego urzędu w Tel Awiwie, który odnotował jego przyjście na świat. Odkąd oddał się pod pełną dyspozycję Mosadu, jego dane osobowe otrzymały status informacji niejawnych i zostały opatrzone klauzulą zastrzeżenia, a co za tym idzie – zniknęły zewsząd, tak samo jak jego osoba. Dlatego nie da się go znaleźć, nie da się go ubiec i nie da się iść po jego śladach, bo on tych śladów zwyczajnie nie zostawia, a co więcej – minimalizm, którym się otacza, sprawia, że może spakować całe swoje życie w jedną podręczną walizkę i w dowolnym momencie rozpocząć je na innym kontynencie, jako ktoś inny. Ułatwia mu to brak jakichkolwiek powiązań, brak jakichkolwiek zażyłości i brak jakichkolwiek sentymentów, które mogłyby go omotać i przypadkiem uzależnić od danego miejsca, ale taki jest właśnie jego cel – działać skutecznie i wciąż pozostawać nieuchwytnym jak cień. Wcielać się w rolę wykładowcy, dostrzegać tych, którzy mają rzeczywiście coś do zaoferowania, przekazywać wiedzę i szkolić, a przy okazji robić to, co do niego należy, czyli inwigilować i zdobywać dane w miejscu, w którym skupiają się nieprzypadkowe nazwiska, reprezentowane przez samochwalcze jednostki, i które to właśnie dzięki temu stanowi doskonałe źródło informacji. Pyszałkowaci ludzie sami podają mu wszystko na tacy, nie trzeba ich nawet maglować. Większych starań wymagają introwertycy, którzy barykadują się murem, bo w ich przypadku najpierw trzeba skuć beton, potem dostać się do środka, a później jeszcze wyciągnąć stamtąd akurat to, czego się chce. Trzeba rozbierać ich z warstw powoli, tak, żeby nie spłoszyć ich zbyt intensywnym natarciem. Przy nich trzeba wykazać się odpowiednią dozą delikatności – i to jest dla niego wyzwanie, bo tej delikatności zwykle mu brakuje, a w ich przypadku raz zburzone poczucie bezpieczeństwa ciężko jest potem połatać, więc czasami szansę ma się tylko jedną. Dlatego ratuje go cierpliwość i gotowość do tego, by do niektórych informacji docierać naprawdę powoli. Kropla drąży skałę, jak to mówią, a on lubi drążyć, choć potajemnie.
OdpowiedzUsuńZdawał sobie sprawę, że w pewnym momencie Noor przyjęła to jego stróżowanie za pewnik – coś, co będzie miało miejsce niezależnie od sytuacji, która spadnie jej na głowę, ale to nie było wcale dobre, bo on był ostatnią osobą, na której powinna polegać w tym miejscu i gdziekolwiek indziej. Wykonywał swoje zadanie i przestanie to robić w chwili, w której umowa wygaśnie, więc głupotą było przyzwyczajać się do tego, choć prawda jest taka, że on sam był tego przyzwyczajenia sprawcą. On sam pozwolił tej świadomości, że jest, zagnieździć się w jej umyśle. Nie wzbudzało to w nim poczucia winy, bo wiedział, że takie będą efekty uboczne jego działania na jej rzecz, ale zastanawiał się czasem nad wpleceniem nieco radykalniejszych rozwiązań, żeby Noor nie traciła instynktów obronnych tylko dlatego, że przyjęła go za swego stróża. Musiała umieć bronić się sama i radzić sobie w pojedynkę, bo przecież on nie będzie przy niej do końca życia.
Czuł siłę z jaką wbijała paznokcie w jego skórę, ale nie poruszył ręką, wciąż przyciskając do siebie jej filigranowe ciało, a że miał na sobie kaszmirowy, czarny golf, to jej nagie plecy wtapiały się w ten miękki materiał, który dzielił je od jego klatki piersiowej.
Z nieodgadnionym wyrazem twarzy spojrzał jej w oczy, gdy odchyliła głowę i odszukała wzrokiem jego własne, a jakiś cień zadowolenia przemknął przez jego usta, gdy nakryła palcami jego dłoń, którą trzymał jeszcze na jej udzie. Prześledził powierzchnię tęczówek jej zielonych oczu, które przez tą unikatową barwę zdradziłyby jej tożsamość nawet gdyby przeszła operacje plastyczną twarzy, i przechylił lekko głowę, żeby płynnie zsunąć spojrzenie na jej usta, których nie zakrywała złota maska.
Usuń— W innym życiu, być może, bym tego nie zrobił... — odparł, podnosząc wzrok z powrotem do jej oczu. — Panno Dubois — dodał, znacząc granicę tego układu. — Ale w tym życiu, w tej formie, nie zechciałabyś spędzić ze mną nawet dziesięciu sekund — zapewnił, a w kąciku jego ust zamajaczył subtelny uśmiech. — Bezpieczniej dla nas, gdy dzielą nas rzędy krzeseł, panno Dubois — rzekł, rozluźniając mięśnie, i zaraz zabrał rękę z jej uda i odsunął się od jej pleców. Zerknął na zużyty pen i zamknął go w dłoni. Zutylizuje go niespostrzeżenie, gdy zakończy dzień i wróci do swojego tymczasowego lokum w centralnej części Saint-Vincent.
Jared Shamir 😈🌙
Gdy pokój zalany został niebieskim blaskiem z telefonu, Kornélia sama przymknęła zmęczone oczy na tyle, aby nie przegapić całkowicie rozświetlonej twarzy współlokatorki. Jej źrenice zmniejszyły się pod jaskrawym światłem, dzięki czemu jej oczy wydawały się jeszcze jaśniejsze, a kiedy zmarszczyła nos, kąciki ust Kornelii automatycznie uniosły się do góry. Nawet w swoim zmęczeniu jej uroda miała moc powalania na kolana lub – w przypadku dziewczyny, która nie lubiła okazywać tych złych czy dobrych emocji – chęci złamania własnych zasad.
OdpowiedzUsuńWbrew sobie, nie miała nic przeciwko dotrzymaniu Noor jej bezsennego towarzystwa, nawet jeśli jej o to nie prosiła. Normalnie, gdy ktoś zagroził snu potrzebnemu jej, aby obudziła się w dobrym – a przynajmniej rozsądnym – humorze, nie cofnęłaby się przed groźbą rzucenia na niego klątwy. Czasami wystarczyło z odpowiednią intonacją wymamrotać pod nosem coś po węgiersku, aby nieszczęśnik zastanowił się dwa razy, w co tak naprawdę wierzył. Ale dla niej mogła poświęcić odrobinę snu. Prezentacje z Teorii i praktyki rządzenia w ciszy nocy wydawały się odległym problemem.
— To nie mnie tutaj trzeba kołysać do snu — odpowiedział ledwo słyszalnie przez kolejne, jeszcze intensywniejsze ziewnięcie.
Kornélia nie miała wątpliwości, że gdyby przyjaciółka zaczęła jej czytać do snu, w niecałą minutę byłaby już w innym, tym lepszym świecie. Noor miała delikatniejszy i słodszy głos od niej samej. Słyszała czasami, jak dziewczyna rozmawiała w swoim rodzimym francuskim i choć sama Kornélia rozumiała go na poziomie co najwyżej podstawowym, w tych chwilach nie miała wątpliwości, dlaczego wielu nazywało go językiem miłości. Noor mogłaby jej przeczytać ulotkę od leków, która z jej ust brzmiałaby jak najpiękniejsza poezja.
Uwadze nie uszło jej również szuranie spod kołdry na drugim łóżku. Zauważyła, jak Noor pociera stopami, które bez wątpienia były lodowate. Dałaby się założyć, bo jej były takie same. Umieszczenie elitarnej akademii w zabytkowym zamku miało swoje niezaprzeczalne uroki, ale nawet najnowocześniejsze rewitalizacje czasem były bezradne wobec grubych murów, które przez stulecia pochłaniały chłód. Zimowe noce w Valmont nie należały do najłatwiejszych.
Kornélia już otwierała usta, aby coś powiedzieć, ale zamiast tego tylko przekręciła oczami pod ukryciem mroku. Jej ciało spięło się w obronie przed nadchodzącym chłodem już na samą myśl, a kiedy wyturlała się spod kołdry, zabrała ze sobą tylko poduszkę. W pośpiechu przeleciała na palcach przestrzeń dzielącą ich łóżka i zatrzymując się przy Noor, zaczepnie trzepnęła ją poduszką w twarz.
— Suń się, zanim zamienię się w kostkę lodu — rzuciła, pospieszając bez wątpienia zaskoczoną dziewczynę.
Kornélia bez zawahania wślizgnęła się pod jej kołdrę, układając swoją poduszkę i nie mogła się powstrzymać przed cichym śmiechem, kiedy ich wyziębione nogi się splątały.
— Przez moment musi być gorzej, zanim będzie lepiej — powiedziała, pozwalając sobie na szept teraz, kiedy już nie dzieliła ich ciemna otchłań pokoju.
Nagle niezwykle świadoma swoich dłoni i bez pojęcia, co z nimi zrobić, zacisnęła palce na kołdrze między nimi. Kornélia nie należała do nieśmiałych. Wiedziała, czego chciała i nie bała się po to sięgnąć. Nie było jej obce łamanie serc, jednak z Noor... Z Noor była bliżej złamania własnego serca. Nie mogła zaryzykować utracenia najlepszej przyjaciółki. W przyjaźni nie było miejsca na samolubność. Kornelia znała pożądanie, znała pasję. Ale w przypadku Noor nie chodziło o jej ciało, ani o jej ideę. Chodziło o to, że była i że widziała Kornelię, kiedy ona sama w lustrze patrzyła przez siebie.
bed buddy ☾⭒.˚
[Cześć!
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo za powitanie! I tak, Zeina to takie połączenie nieprzystępnej diwy z zagubionym szczeniaczkiem, więc zobaczymy, co z tego wyjdzie. xD
Wrócę do Was z pomysłem na wątek, jak mi coś przyjdzie do głowy, bo też nie lubię wisieć ot tak, więc prosimy o cierpliwość. ❤️
Poza tym życzę samych wspaniałych wątków. ❤️]
Zeina de la Torre-Caballé 🎤👑
Być może i jej ciało wydawało się wyziębione, ale od środka nie mogłaby czuć się lepiej, niż kiedy chłodny nos Noor wtulił się w jej ramię. Nie była to gorąca pasja czy płomienne pożądanie. Dla Noor było to stabilne ciepło, do którego grawitowała, i za którym tęskniła wśród nieznajomych. Nie była ona przyzwyczajona do takiej prostej, niewinnej intymności dzielenia z kimś łóżka bez zamiaru ogrzania się w zupełnie inny sposób, niż Noor pewnie miała na myśli.
OdpowiedzUsuń— Zaraz będzie lepiej. Musi być — zaśmiała się cicho, pocierając swoimi bosymi stopami o łydki przyjaciółki niczym w próbie rozniecenia ognia. — Okej, ale sama się o to prosiłaś... — ostrzegła.
Zakopawszy się po brodę pod kołdrą – co posłużyło dobrze do zamaskowania jej rumieńca – zgodnie z poleceniem wsunęła dłonie pod spód, gdzie zawędrowały na szyję drugiej dziewczyny. Przycisnęła lodowate palce do jej skóry wbrew jej lichemu wierzganiu, próbując skupić się na rozkosznym cieple, które od niej promieniowało i zignorować rytm serca skaczący pod jej opuszkami.
Pod osłoną nocy, w ciszy ich pokoju, dzień wydawał się już odległą przeszłością. To była ich mała bańka – nawet jeśli była ona niewidzialna dla Noor. Kornélia nie chciała myśleć, ani o minionym dniu, ani o tym, co przyniesie świt.
— Bynajmniej — westchnęła, choć starała się, aby zabrzmiało to beztrosko. — Eisenhart wkurwił mnie do reszty na strategiach propagandy. Wpędził mnie w debatę, na którą nie byłam gotowa. Pieprzony dupek zawsze musi się popisać moim kosztem... — burknęła, wpatrując się nad głową Noor w ścianę.
Powoli zabrała palce z jej szyi, kładąc ręce na poduszce między nimi. Nie zasługiwała, żeby jej dotykać w ten sposób; nie tymi samymi dłońmi, które zaledwie kilka godzin wcześniej dotykały jego. Noor nie oswoiła Kornélii w stu procentach; wciąż miała przed nią więcej niż jeden sekret. Krępowała się nawet wyobrazić, co jej przyjaciółka pomyślałaby o niej, gdyby wiedziała, jak zapominała o niej, gdy łamała z nim wszystkie swoje reguły.
Dzięki Bogu jednak za to pytanie, które szybko sprowadziło ją z powrotem na ziemię; tam, do łóżka jej współlokatorki. Uśmiechnęła się automatycznie, wbrew swojej woli. Bez myślenia o tym, co jej uśmiech mógłby tym razem osiągnąć, komu się przypodobać lub co ukryć. Jej przyjaciółka zawsze otrzymywała od niej tą najlepszą wersję Kornélii, bo tylko na nią zasługiwała. Kiedy były same – czy to w prywatności ich dzielonego pokoju, czy wśród ciszy drzew – maska otrzymywała swój moment wytchnienia.
Zima w sercu Alp nie sprzyjała stuprocentowym treningom w terenie. Śnieg i lód na szlakach były zbyt ryzykowne. Dlatego podczas najsurowszych miesięcy Kornélia odbębniała konieczne treningi na hali, a kiedy mogła, zabierała Enikő poza kampus akademii, gdzie obie mogły poczuć namiastkę prawdziwego cross-country, do którego były przyzwyczajone; nawet jeśli była to wersja mocno okrojona, aby nie narażać się na kontuzje. To właśnie wtedy czuła największą wolność; kiedy po treningu wracała po kolana upaprana błotem, a nogi miękły jej z wysiłku.
Na początku Kornélia nie była przyzwyczajona do towarzystwa tej trzeciej; czas z Enikő był dla niej momentem wytchnienia, w którym mogła po prostu być. Jednak szybko przekonała się, że obecność Noor w niczym nie zawadzała, a nawet była wyjątkowo miłą odskocznią od ciągłej samotności i gry osobowości.
— Mhm... jeśli obiecujesz, że nadążysz — odpowiedziała z nutą zaczepności w głosie, powstrzymując serce, które aż wyrywało się, żeby po prostu powiedzieć, że niczego bardziej nie chciała. — Enikő o ciebie pytała. Nie śmiej się. Nie zmyślam. — Kornélia szturchnęła dziewczynę pod kołdrą nogą. Jej głos nocą był lżejszy, z ciągnącym się tonem rozleniwienia, który wyostrzał się za dnia. — Pytała się na swój sposób, okej? Ostatni raz, jak ją zabrałam bez ciebie, to całą drogę prychała, bo było jej za cicho. Przekupiłaś ją tymi jabłkami.
Większość osób, które znały Kornélię na co dzień, pewnie byłaby zaskoczona, gdyby wiedziała, jak bardzo miękło jej serce, kiedy chodziło o jej klacz. Zwierzęta już chyba po prostu miały ten efekt na ludzi; nawet z tych najtwardszych i najzimniejszych wydobywały tą troskliwą, opiekuńczą naturę, ten absurdalny impuls zwracania się do nich spieszczonym głosem; nawet kiedy ważyły dziesięciokrotność ich opiekuna. Jednak co było jeszcze bardziej absurdalne, nie tylko Enikő działała na Kornélię w taki sposób. Z Noor jej zgryźliwe słowa rozpływały się na języku, a jej ostre krawędzie stawały się gładsze.
Usuń— Możemy pójść jutro, zanim zrobi się ciemno — zaproponowała, odpychając na tył głowy wszystko, co pewnie powinna zrobić następnego popołudnia. To nie miało teraz znaczenia. — A jak tam twój dzień? — zapytała.
Jej dłoń znalazła drogę na poduszkę przyjaciółki, gładząc między palcami delikatny kosmyk jej włosów.
Kornélia ☾⭒.˚
W jego egzystencji nie było miejsca na dwie rzeczy: na marzenia, bo wszelkie swoje dążenia od zawsze przekuwał w cele, a te stawiał wyłącznie po to, żeby je zdobyć, a nie patrzeć sobie na nie z daleka, i na złudzenia. Owszem, z zewnątrz był jak błędne wyobrażenie i jedna wielka iluzja, żonglująca prawdą zależnie od sytuacji, ale zawsze wedle swojego widzimisię, jednak dla niego samego istota działań zawsze jest klarowna. Jeżeli wypełniał obowiązek, to nie oszukiwał się, że robi to w jakimś wyższym celu. Jeśli działał w imię osobistych korzyści, nie wmawiał sobie, że istnieje cokolwiek, co może obchodzić go bardziej, niż wspomniana korzyść. To było więcej jak pewne, że nie chciał brać na siebie tego stróżowania, i że wziąłby tego zlecenia, gdyby nie kilka istotnych zależności, na których wszyscy mieli wyjść na plus. Nie jest przecież działaczem charytatywnym – obchodzą go wyłącznie wymierne korzyści, które otrzymuje za równie wymierny efekt własnych działań. Ale poza angażowaniem się w zlecenia, miał też skłonności do wysysania z każdej sytuacji tyle, ile się da, dlatego to, że stróżował, a obecność Noor była już w jakiejś części skrawkiem jego aktualnej codzienności, toczonej w murach tej akademii, wiązało się automatycznie z wieloma innymi, pobocznymi celami oraz planami, które sobie przy okazji zakładał. Żeby być skutecznym, musiał ją trochę poznać, a nie wszystko dało się zrobić tylko za sprawą obserwacji, nawet jeśli wniosły one naprawdę wiele, więc rozmawiali – na różne sposoby, czasami krócej, czasami dłużej, czasami ze spokojem, a czasami z rozmachem, zbliżając się do niewidzialnej granicy oficjalnego tonu i balansując na niej przez kilka zbyt długich minut. Noor jest wyzwaniem, głównie dlatego, że stanowi plątaninę kontrastów, które momentami się uzupełniają, a w innych chwilach trochę ze sobą konkurują. Cały czas jest w procesie szukania siebie i kształtowania swojej osobowości, ale to, co jest w niej stałe, to autentyczność i wysoko rozwinięta inteligencja emocjonalna. Emocje są jak fale – nie da się ich kontrolować, ale da się nauczyć na nich pływać, a Noor zdawała się już całkiem dobrze po nich surfować, zwłaszcza w kontekście akademickiej rywalizacji. Potrafiła być ponadto, zyskując przewagę już samym swoim podejściem. Wiedziała, w którym momencie trzymać się wyzwania z determinacją, a w którym momencie wyskoczyć z wagonu i pozwolić na to, by pociąg rywalizacji wykoleił się bez niej.
OdpowiedzUsuńŻycie, oczywiście, można wykreować sobie od nowa, ale on był ze swojego wyjątkowo zadowolony i tak długo, jak uda mu się trzymać je w takiej formie, tak długo będzie przy nim trwał. A jest to o tyle paradoksalne, że wcielał się w różne role, co kilka lat będąc kimś zgoła innym, więc to życie na rzecz swojej wywiadowczej pracy kreuje w zasadzie non stop, ale to właśnie to pasuje mu najbardziej – że jego prawdziwa tożsamość dostępna jest wyłącznie dla niego i dla tych, których obdarzy tak wielkim zaufaniem, że da im do siebie dostęp. Mógł za to ze śmiałością przyznać, że w tej akademii większość nie ma tego przywileju kreowania własnego życia, bo jest im ono odgórnie narzucone wraz z całą mentalną otoczką. Jedni przejmą interesy po rodzicach, inni przejmą ciepłe posadki na wysokich stołkach w polityce, czy pokrewnej im branży... a Noor? Do czego ona dąży? Akurat jej przyszłość była dla niego zagadką, mimo że miał świadomość, kim są jej rodzice, z jakiej rodziny pochodzi, i że jej bratem jest facet, któremu kiedyś dyskretnie chciał sprzedać kulkę. To było dość ciekawe, bo miał wrażenie, że w kontekście kariery rodzice dali jej wolniejszą rękę, niż w kontekście zamążpójścia, które rozplanowali ze szczegółami. Mogła być kim chce, ale nie z kim chce.
Nie odpowiedział na podziękowanie, bo nie robił niczego dla zwykłego dziękuję, aczkolwiek Noor o tym nie wiedziała. Nie miała pojęcia o niczym i nie mogła mieć, bo to zatrzęsłoby jej światem w posadach.
Usuń— Jest pani na coś uczulona? — Zapytał, wracając do szuflady, w której spoczywała walizka. Włożył w szlufkę zużyty pen i zaszyfrował zamek, po czym z lekkim trzaskiem wsunął szufladę do antycznej komody. Pytał, bo niekoniecznie musiała paść ofiarą jakiejś substancji, co po prostu dostać coś, co wywołało reakcję anafilaktyczną, a objawy miała do tego bardzo podobne. Po GHB zachowywałaby się inaczej, po MDMA też. Środka na przeczyszczenie raczej nikt jej do płynu nie dosypał, bo nie siedziałaby tu teraz tak spokojnie.
Odwrócił się na pięcie, lokując spojrzenie w sylwetce Noor i nieznacznie zmarszczył brwi. Zlustrował spojrzeniem jej ciało, zbliżając się do niej wolnym krokiem, wyprostowany w plecach, z dłońmi założonymi za plecami, analizując jej samopoczucie.
— Kogoś pani podejrzewa? — Zatrzymał się naprzeciwko, w odległości dwóch kroków. To, że dostała adrenalinę i sytuacja była względnie opanowana, to jedno. Wytropienie potencjalnego podejrzanego, to drugie i tego wcale nie zamierzał odpuszczać.
Jared Shamir 🌙💫
[Witam! Iskierka zawsze się przyda, czemu nie! Mówiłam już przyjaciółce, że masz prześlicznie rozwinięty kunszt i w naprawdę poetycki sposób potrafisz ująć przeróżne cechy! Smołce też udało się zrobić dla Twojej postaci wspaniale dopasowany kod (mi niestety jeszcze brakuje takich umiejętności ;^;). Z wielką chęcią dopiero poznamy się z Noor albo i już się znaliśmy z poprzednich lat, bo przecież nie ma sensu wykluczać, iż mogli się wcześniej spotkać, chociażby przelotnie! Gdyby Ci nie przeszkadzało, z chęcią wciągnęłabym Twoją pannę do kręgu moich bohaterów poprzez zasypywanie Cię ich perspektywami w scenach grupowych lub też solo osobno, czy też nawet łącząc obie te opcje w niecodzienny wątek. Moja trójka jest ze sobą bardzo bliska, o czym też zamierzam wspominać w postach fabularnych!]
OdpowiedzUsuńLeo&Ed&Del
[No hejka! I wzajemnie, chociaż przyznam szczerze, że nie wiem co tutaj robię... 🫣 OMG, czyżby Ares miał mieć stalkerkę? Hah, żartuję oczywiście, ale nie ukrywam, że to byłoby całkiem ciekawe połączenie. Noor ma tak piękne zdjęcie w karcie, że nie idzie oderwać wzroku. Próbuję, ale ciągle wracam do tych błyszczących zielonych oczu i już wiem, że one będą przekleństwem Aresa. 😶🌫️
OdpowiedzUsuńŚlicznie dziękuję za powitanie i takie miłe słowa. Właśnie tak planowałam, aby chociaż z gram tajemniczości tu zagościł i (chyba) mi się udało. 😇
Gdyby jednak chciała go stalkować to uderzaj śmiało. 👀]
Ares Tessier
Może uważała, że nie ma nic do ukrycia, ale w rzeczywistości ukrywała wiele, tak jak większa część osób w tej akademii, która gromadzi członków enigmatycznej elity, jednak to, co naprawdę wychodzi ze strony Noor bezpośrednio i nieskrywanie, to emocje w jej oczach. One zawsze są autentyczne, zawsze są bezdenne, wciągające jak wir i zasysające w głąb siebie. One są i właśnie to, że istnieją, sprawia, że on czasami patrzy w nie zbyt długo, rejestrując wszystkie interesujące go smaczki i przeciągając kontakt wzrokowy do absolutnego maksimum. To prawda, że te reakcje fizjologiczne i psychologiczne, które są integralną częścią życia, go fascynują, że emocje go pociągają, mimo że on sam – a może właśnie dlatego – wyróżnia się chłodem i brakiem ekspresji. Zobaczyć czasami coś szczerego w twarzach ludzi, którzy nieustannie noszą maski i ukrywają pod nimi swoje oblicza, to taki prezent od życia, a jeśli jemu zdarzało się go otrzymać, to właśnie w oczach Noor, bo z nich zawsze płynie szczerość, nawet, jeśli w danym momencie ona nie jest szczera sama ze sobą. Musiał przyznać, że ta dziewczyna coś w sobie ma, i że jest to coś, czego na pewno nie ma on sam i co jest słabo dostrzegalne także w każdym innym, przeciętnym człowieku, którego mija się na ulicy w drodze po bułki. Mogłaby tylko częściej się uśmiechać i pozwalać tym oczom w kolorze rajskiej wiosny błyszczeć radością. Może kiedyś znajdzie powód, dla którego uśmiech nigdy nie zgaśnie.
OdpowiedzUsuńTo, że traktuje ludzi jak pionki, to jedno z trafniejszych określeń, jakimi można podsumować jego podejście, ale to wcale nie jest równoznaczne z tym, że patrzy na wszystkich z góry. Na próżno oczekiwać od niego jakiś szczególnych względów, czy atencji, bo nie dzieli się swoimi zachwytami bardziej, niż to wskazane, ale jeżeli ktoś naprawdę zasłuży na słowa uznania to z pewnością je od niego usłyszy. Jego słownik wcale nie jest tylko zlepkiem neutralnych, czy pogardliwych wyrazów – znajdą się również te przyjemne, które wplecie w zdania, gdy nadarzy się odpowiednia okazja. Albo potrzeba. A potrzeba trafia się nawet częściej, niż okazja, bo operowanie słowem dla własnych korzyści to taka codzienność tych czasów, zwłaszcza w otoczeniu, w którym piękne słowa najskuteczniej łechcą przerośnięte ego.
Nie był ukontentowany jej odpowiedzią, ale nie liczył na to, że zacznie dla niego śpiewać i zwierzać się z sekretów, które pociągną za sobą kilku innych pionków, bo nie byli wcale tak blisko, żeby dzielić się swoimi troskami. I prawdopodobnie nigdy tak blisko nie będą, choć trzeba przyznać, że Noor czuła się przy nim już znacznie swobodniej. Dwa lata temu nie dałaby do siebie podejść, tymczasem sama go do siebie zapraszała, znajdując w jego towarzystwie na tyle dużo ufności, by swobodnie usiąść na biurku i porzucić gotowość do ucieczki. Zależało mu na tym, żeby w jakimś stopniu znalazła się przy nim pod otuliną bezpieczeństwa, bo tylko w ten sposób mógł wykonywać swoje zadanie, którego ona była targetem. Zresztą, rzeczywiście miał ją chronić, więc samo to wymagało zbudowania dla niej ostoi, do której będzie chciała wracać z zamkniętymi oczami. Nie mogła się go bać, bo wtedy jego zadanie nie wypali, ale nie mogła też wierzyć, że jest aniołem, bo to ostatni byt, którego znaczenie kiedykolwiek można by mu przypisać.
— Boi się pani trudnych pytań? — Zauważył bezceremonialnie i dał te dwa kroki, wyraźnie skracając wolną przestrzeń między nimi. — Szkoda. Miałem ochotę zagrać z panią w otwarte karty.
Spojrzał na jej wyciągnięte ręce i chwycił za jej nadgarstki, po czym przycisnął jej dłonie do blatu biurka obok jej ud. Pochylił się do niej, mocno trzymając swoje dłonie na jej i zaglądając bezczelnie w jej oczy, których zieleń wydawała się jeszcze głębsza w otoczeniu złotej maski, okalającej twarz.
Dlaczego miał robić coś dla niej, skoro ona nie zrobiła czegoś dla niego? Oczekiwał prostej odpowiedzi na pytanie, którego w prostszy sposób zadać nie mógł. Jeżeli chciała grać w grę, to jest taka możliwość, ale będzie to gra na jego zasadach – jak zawsze.
Usuń— A uważa pani, że mnie skrzywdziła? — zapytał, zastanawiając się, co w ogóle mogła mieć na myśli, mówiąc o krzywdzeniu go. — Może jednak powinna pani zapytać o to samą siebie? — Zasugerował zaraz, przesuwając dłoń po jej nadgarstku i podciągając znajdująca się na przegubie bransoletkę. — Czy skrzywdziła się pani, panno Dubois? — Cały czas patrząc jej w oczy, pogładził opuszkami palców nieznaczne zgrubienia w postaci blizn, które dekorowały jej nadgarstek. Wiedział, bo dlaczego miałby nie wiedzieć po dwóch latach nieustannego obserwowania jej i przebywania w jej otoczeniu, ale nie znał powodu. Jeszcze.
Jared Shamir 💣✨
Gdy w jej sercu rozpalały się iskierki głęboko sięgających doznań, jego wciąż było jak kamień, o który wszystko rozbija się bez reszty, dlatego nie zabolałoby go, gdyby Noor zamieniła się w bryłę lodu i poskąpiła mu ciepła, bo jego celem nie było zaskarbienie sobie jej szczególnej sympatii, czy stworzenie miedzy nimi zażyłości. Nie potrzebował ciepła, żeby robić z nią, co swoje, bo jego brak akurat w niczym tutaj nie przeszkadza, zwłaszcza komuś, kto od najmłodszych lat nieustannie obraca się w zimnym, surowym towarzystwie i to w większości właśnie na nim się ukształtował. Mogła się dystansować, mogła zamykać się na wszystkie możliwe spusty, ale to niczego nie zmieni, bo nie trafiła na człowieka, który da się zniechęcić takimi przeszkodami, tylko na kogoś, kto do ostatniej możliwości szukałby sposobu, żeby zmęczyć ją jej własnymi zagrywkami i w którymś momencie ją złamać. Miałaby go serdecznie dość do takiego stopnia, że sama oddałaby mu to, czego chce, byleby przestał być dręczącą zmorą i wreszcie zniknął z jej otoczenia. Oczywiście, o niebo łatwiej było wywiązywać się ze swoich zadań, mając po swojej stronie jej zaufanie i przychylność, więc nie zamierzał narażać się na utratę czegoś tak cennego, jednak w tej konfiguracji, kiedy ona jest uczennicą, a on wykładowcą i obowiązują ich pewne zasady, nie musi o to dbać. Ale na pewno działa to w dwie strony, bo szacunek jest obopólny i on rzeczywiście go ma, a jeśli w pewnych sytuacjach zdarzało mu się docierać do granicy dobrego smaku, nigdy nie zrobił niczego, czym mógł ją upokorzyć. Stał na straży jej bezpieczeństwa, a w wielu przypadkach też na straży jej dobrego imienia, choć nie nad wszystkim mógł panować tak bezwzględnie i nie nad wszystkim chciał w ten sposób panować, bo są zdarzenia, z których Noor sama musi wyjść obronną ręką, ale mieszać jej z błotem też nie pozwoli. I to już wcale nie dlatego, że był uwiązany jakimś zleceniem, co bardziej z przekonania, że na to nie zasługuje. Jeżeli istnieje więc coś, co robi w jej przypadku z własnej nieprzymuszonej woli, to karanie z przyjemnością każdego, komu przyjdzie do głowy ją znieważyć.
OdpowiedzUsuńW tej chwili niejeden przeciętny mężczyzna uległby jej prowokacjom, dając się porwać atmosferze intymności, która budowała się na równi z napięciem. Niejeden mężczyzna zapomniałby teraz o bożym świecie i uległ bliskości ślicznej dziewczyny, mając ją podaną na tacy na szerokim biurku, bo takie momenty to przecież kadry żywcem wyjęte ze sprośnych filmów i grzechem byłoby nie skorzystać... ale Jared nie jest ani przeciętny, ani nie jest jednym z wielu. Analizował jej ruchy kawałek po kawałku, doskonale wiedząc, do czego będzie dążyć, gdy znajdą się w takim położeniu – nie bez powodu pozbawił ją możliwości używania rąk, bo te już dawno wędrowałaby zachęcająco po jego ramionach i karku, a odważniejszej wersji pod materiałem jego swetra. Pozwalał jej na to, by przeciągała granicę, by była blisko, muskała jego skórę i chłonęła unikatowy zapach orientalnych aromatów, przełamanych ciepłem zapachów drzewnych, które kusiły na jego ciele, bo ona tego potrzebowała. Ale on również tego potrzebował, tylko w zgoła innym sensie – on potrzebował tego do realizacji celów i założeń. Jej bliskość była kusząca, szczególnie z myślą, że w tym cielesnym położeniu obnażyłby ją ze wszystkich najskrytszych pragnień i fantazji, dając jej rozkosz nieporównywalną do tych, które doświadczyła z chłopcami w swoim wieku, o ile w ogóle doświadczyła, ale zasada jest taka, że im mniej tego typu bodźców, tym lepiej dla sprawy. A dla niego sprawa zawsze będzie istotniejsza, niż cokolwiek poza nią.
— Nie bardziej, niż to, co wbija pani sama sobie — zapewnił, szepcząc przy jej skroni, tuż pod materiałem maski, która stale zdobiła jej twarz. Przesunął kciukami po skórze jej nadgarstków, zdając sobie sprawę, że wystarczyłby jeden ruch, żeby wylądowała przed nim na plecach, a po chwili lekko uniósł kącik swych ust, bo jej odpowiedź była dość wymowna. — Nie dzisiaj — powtórzył z wolna, biorąc nieco głębszy wdech. — Bo dzisiaj próbował skrzywdzić panią ktoś inny... — ciągnął temat, szepcząc i stopniowo nachylając się mocniej, żeby musnąć dolną wargą płatek jej ucha. — Uczeń, na którego jest pani skazana — powiedział, krojąc powietrze słowami bez cienia skruchy, powoli, ale wyraźnie. — Czy to jego pani podejrzewa? — Zapytał, odsuwając się na tyle, żeby obrzucić spojrzeniem jej twarz, a ostatecznie zatrzymać je w jej oczach. Zgodziła się grać, więc kontynuował, choć nie potrzebował żadnego przyzwolenia. Grunt, że Noor do tej gry zobowiązała teraz samą siebie.
UsuńJared Shamir 🔪😈
Przede wszystkim, nie znalazł się tutaj dla niej, bo w tym miejscu miał zupełnie inne zadanie, a to, że zajmował się stróżowaniem, było czymś, co robił przy okazji, bo dopisywała temu taka możliwość. Nikt o zdrowych zmysłach nie przysłaby go tutaj po to, żeby siedział na tyłku i pilnował młodej dziewczyny, bo to byłaby jawna profanacja ponadprzeciętnych zdolności, które do tej pory wykorzystywano we wszystkich kluczowych dla państwa operacjach. Najpierw był skutecznym zabójcą na zlecenie, który wykonywał swoją robotę z gracją godną prawdziwego artysty, bo jedyne, co po sobie zostawiał, to martwe ciało, na którym nie dało się doszukać żadnych niedbałych śladów działania, a był w tym doskonały, bo nie obchodziło go, kto był celem – czy winny, niewinny, czy młody lub stary, czy gruba ryba czy jakiś pionek na niższym szczeblu, bo jeśli jego zadaniem było zabić, to płynnie wcielał się w rolę kata i wykonywał wyrok na każdym bez wyjątku. A potem przyjął funkcję oficera operacyjnego, stając się precyzyjnym specjalistą od czarnego wywiadu, działając pod wieloma przykrywkami i rozsyłając agentów tam, gdzie akurat uważał, że są potrzebni. W tej chwili był wykładowcą, i to już od dobrych dwóch lat, bo tyle trwa jego aktualna misja, ale za kilka kolejnych lat może będzie ambasadorem, a może finansistą patrzącym na ręce największym bankierom tego świata. Inwigilacja jest jego domeną – trudzi się tym od ponad dekady, a sprzyja mu fakt, że nie bierze żadnych jeńców i jest w tym bezczelnie wręcz bezwzględny. Nie zawaha się przed wykorzystaniem dobrego serca, jeśli będzie to jedyna droga i nie spokornieje, nawet jeśli ostatnią rzeczą, która po sobie pozostawi, będzie żal. Nie istnieje na tym świecie nic, do czego jest przywiązany, a ponieważ może spakować całe swoje życie do podręcznej walizki, to równocześnie nie ma nic do stracenia. A jeśli człowiek nie ma nic do stracenia, to nie odczuwa strachu ani skruchy i zdolny jest do wszystkiego. On rzeczywiście jest.
OdpowiedzUsuńNie była w stanie namieszać mu w głowie odbijaniem piłeczki i próbami zasiania w nim niepewności, bo zbyt dobrze zdawał sobie sprawę z jej zagrywek. W dodatku wiedział o niej więcej, niż sama prawdopodobnie zakłada, mając świadomość momentów, w których próbowała za wszelką cenę coś ukryć lub zatuszować. Akurat w tym przypadku jej odpowiedź nie miała najmniejszego znaczenia, bo on dobrze już wiedział, na kim w jej otoczeniu ma się skupiać i kto jej może zagrażać, ale drążył temat, żeby ją sprawdzić – trochę dla hecy, a trochę też z ciekawości, chcąc wybadać, jak się zachowuje w sytuacjach, w których ktoś usilnie próbuje wyciągnąć z niej sprawy, o których ona usilnie nie chce mówić. To dawało mu do zrozumienia, na co musi rzucić głębsze spojrzenie, ale spokojnie – kropla drąży skałę, a oni z pewnością dojdą do chwili, w której Noor powie mu wreszcie to, co chce usłyszeć, i może będzie to chwila o takim nastroju, że ona zrobi to zupełnie spontanicznie.
Odsunął się na długość wyprostowanych ramion i spojrzał na nią, a w kącikach jego ust pojawił się nonszalancki uśmieszek, bo Noor szczerze go teraz rozbawiła. To, że snuła takie insynuacje, zakładając, że go w nie wciągnie, to było z jednej strony zabawne, a z drugiej śmieszne. Nie była w stanie go w to wciągnąć, to po pierwsze, a po drugie: przecież jego nie miało być na tym balu, więc po co ktoś miałby zastawiać pułapkę na niego w miejscu, w którym prawdopodobnie go nie spotka, w dodatku licząc na to, że zamoczy usta w jakimś nędznym ponczu? Chyba tylko ktoś, o wyjątkowo bujnej wyobraźni.
Nawet jeśli ktoś spostrzegł, że pojawia się przy Noor w tych sytuacjach, w których chodzi o jej bezpieczeństwo, to chyba nie myślał, że wykładowca od psychologii społecznej ma mózg wielkości fistaszka i bez pomyślenia połasi się na balowe łakocie, dając się nadziać na dorzucony do nich syf. Równie dobrze to ona sama mogła zastawić na niego pułapkę, ale chyba nie wierzyła, że nabierze go na tak oklepane schematy?
Usuń— Proszę się nie oszukiwać, panno Dubois — zaczął, stale trzymając jej dłonie przyciśnięte do blatu i zdając sobie sprawę, że siedziała przed nim naprawdę grzecznie, bo nawet nie próbowała się wyszarpywać. Możliwe, że odpowiadała jej ta pozycja, ale jemu również – inaczej nigdy by się w niej nie znaleźli. — Oboje wiemy, że jest to uczeń i oboje wiemy, że jeżeli ktoś musi stąpać ostrożnie, to wyłącznie pani — zauważył otwarcie, intensywnie patrząc w jej oczy, jakby przestrzegał ją nie tylko przed tymi, o których ona ma pojęcie. A jeśli chciała mu zasugerować, że sam powinien uważać, to nie zadziałało – nie wystraszył się.
Poderwał jej rękę do góry i prostując się w plecach, spojrzał na blizny, które czuł pod palcami, a potem wypuścił ją z uścisku i odsunął się od biurka, zwracając Noor komplet ruchów i wolność. Był ciekawy, jak grube było ostrze, które wbiła sobie kiedyś w nadgarstek.
— Adrenaliny nie należy łączyć z alkoholem, więc jeżeli zamierza wrócić pani na bal, to proszę zaopatrzyć się w soczek, byle nie jabłkowy i tym razem nieotwarty — zaznaczył, chociaż to wydawało się oczywiste. Noc jest jeszcze młoda i wcale nie musi kończyć się na tym jednym, niefajnym epizodzie.
Jared Shamir 🎭🌟
[Hej, dobry wieczór,
OdpowiedzUsuńSerdecznie dziękuję za miłe słowa pozostawione pod kartą Abdiego. Tak po prawdzie w tym konkretnym przypadku nawet ja nie wiem jeszcze dokładnie co chciałam osiągnąć. Ale czyż nie takie zagrania va banque okazują się niejednokrotnie z czasem najciekawsze ?
Tobie również życzę samych porywających wątków i masy weny.
PS. Pozwoliłam sobie odezwać się do ciebie na maila. ]
Tak się akurat składa, że wcale nie traktował jej jak wroga, bo tych traktuje znacznie gorzej, a gdyby tak przyjrzeć się tej kwestii i szczerze ją zweryfikować, to trzeba by przyznać, że większa część jego wrogów dawno już nie żyje. Jared nie otacza się ani wrogami, ani przyjaciółmi – nie dopuszcza do siebie nikogo, bo charakter jego pracy dokładnie reguluje zasady jego życia towarzyskiego, a mówiąc dosadniej po prostu je wyklucza, więc ze świecą szukać tak skrajnych relacji w jego towarzystwie. To, że bywa szorstki i bezwzględny wynika z jego osobowości, i to dotyczy każdego, kto ma z nim jakąkolwiek styczność, ale to prawda, że Noor stanowi wyjątek, choć wcale nie w kontekście traktowania jej z pogardą. Ona wykroczyła już poza pewne normy i wylądowała w nieco innym, niż reszta, położeniu, dając sobie dostęp do tej jego mniej oczywistej wersji, natomiast on nie próbował jej wypchnąć, bo nie dość, że taka sytuacja mu nie zagraża, to na dodatek czerpie z tego osobistą przyjemność. Burzył jej spokój, bo lubił badać jej granice; prowokował ją, bo z ciekawością analizował jej reakcje, kierując swoją uwagę na jej uczucia. Miał świadomość, że wiele ich w niej wzbudza, ale nie do końca był w stanie rzetelnie określić każde z nich, bo nie wszystko da się rozgryźć za sprawą obserwacji. Pewne rzeczy, szczelnie zamknięte w cudzej głowie, można jedynie usłyszeć, dlatego dążył czasami do tego, żeby Noor zdradzała się na głos z tego, co czuje, nawet, jeśli nie bezpośrednio, i nawet jeśli w danym momencie odczuwała jedynie potrzebę zamordowania go. Ale z racji tego, że lubił czytać z niej emocje, to równocześnie lubił ją w nie wprawiać, trzeba jednak przyznać, że one nie zawsze są takie oczywiste, jasne i klarowne, by mieć co do nich stu procentową pewność. Ona też nie jest wcale łatwym człowiekiem. Jest mieszanką różnych cech i kilku sprzeczności, co wplata w jej usposobienie element nieprzewidywalności, z którego akurat on dobrze zdawał sobie sprawę, bo niejeden raz już go doświadczył. Wiedział też, że stać ją na naprawdę wiele, gdy chodzi o dopięcie swego lub zrealizowanie jakiejś wizji, i że Noor zawsze na swój sposób spróbuje sięgnąć po to, czego chce, mniej lub bardziej dyskretnie, nawet jeśli tylko, żeby sprawdzić czy było warto. To, że bawili się w kotka i myszkę,to nie jest przecież przypadek. Oboje tego chcą. Oboje chcą zbliżać się do granic i bezwstydnie na nich tańczyć.
OdpowiedzUsuńNie odpowiedział na jej pytanie, głównie dlatego, że brzmiało ono dwuznacznie, a to z kolei oznacza, że odpowiedź nie byłaby wcale prosta i krótka. Noor natomiast kierowała się już do wyjścia – i słusznie, bo nie powinna przesiadywać w tym miejscu dłużej, niż jest to wskazane, z wielu różnych powodów, dlatego poczekał, aż przekręci klucz w drzwiach i je otworzy, a potem pożegnał się krótkim dobranoc. Adrenalinę łączy z dobrą zabawą, jeśli mowa o tej, którą organizm produkuje samoistnie. Jeśli chodzi o tą, która miał w walizeczce, to zależy od sytuacji, bo mógł ratować nią życie, ale też je niszczyć, aczkolwiek dla Noor zawsze przewidywane jest to pierwsze.
Niewiele było takich momentów, kiedy rzeczywiście mógł pozwolić sobie na odrobinę relaksu, bo może nie prowadził wykładów co godzinę, żeby w ogóle nie opuszczać auli, ale miał też inne zobowiązania, w tym bezpieczeństwo jednej ze swoich uczennic. Obserwował ją nienachalnie podczas zajęć, gdy tym razem faktycznie usiadła w miejscu, które nie dzieliło ich rzędami ławek, a później, po wykładach, dowiedział się w pokoju nauczycielskim, że Noor opuści szkołę na kilka godzin z powodu wizyty lekarskiej w mieście. Należał do tutejszej rady dyscyplinarnej, więc dostęp do takich informacji miał na porządku dziennym, z czego oczywiście korzystał i czemu w przypadku Noor nie zamierzał pozostać bierny. Upewnił się, że opuściła szkołę i rzeczywiście udała się do kliniki, a potem, nie mając już nic konkretnego do zrobienia, udał się do baru w centralnej części Saint-Vincent.
Podmuchy górskiego wiatru targały co jakiś czas połami jego czarnego, wełnianego płaszcza, gdy szedł spokojnym krokiem, mijając ludzi, których kontrolował oszczędnymi, ale uważnymi spojrzeniami. Latarnie rzucały mnóstwo ciepłego światła na brukowany deptak, na którym jeszcze miesiąc temu kładł się gęsty śnieg, a wąskie uliczki chowały się w cieniu wysokich kamienic. Urokliwe miejsce, z czymś na kształt rynku, przyciągało ludzi, a zwłaszcza turystów, co dało się dostrzec po pękających w szwach lokalach, w których dźwięczały kufle z piwem, kolejkami stawiane na bar. Jest środek tygodnia, więc to zaskakujące, że nocą wszystko tutaj żyje niemalże tak, jak podczas weekendów, ale pobliskie stoki narciarskie zawsze gwarantowały włodarzom tego miasteczka wysokie obroty.
UsuńWraz z grupką osób zatrzymał się przy przejściu dla pieszych, czekając aż kilka samochodów przejedzie brukowaną uliczką, i rozejrzał się nieznacznie, a wtedy jego spojrzenie zahaczyło o sylwetkę, którą rozpoznałby wszędzie, nawet w pełnym kamuflażu. Noor jest jedyna w swoim rodzaju, a on przez dwa lata dobrze jej się nauczył, więc nie miała szans ukryć się przed nim nawet w tłumie ludzi. Oczywiście, nie dał po sobie niczego poznać, wiedząc, że ona nie znalazła się tu przypadkiem, tylko ruszył przed siebie, zmieniając całkowicie cel swojej podróży. Przeszedł na chodnik, krocząc tym samym tempem bezpośrednio pod kamienicami, a potem skręcił w przecznicę i zniknął za rogiem. Tam się zatrzymał, będąc przekonanym, że lada moment w jego ramiona wpadnie to, co nigdy nie powinno zbliżać się do niego na mniej, niż metr, i tak rzeczywiście się stało. Kilkanaście sekund później jego dłonie spoczywały już na przedramionach Noor, tuż po tym, gdy ona wpadła na niego, nie spodziewając się, że ktokolwiek będzie stał za rogiem. Pasma jej włosów zatańczyły przy lekkim uderzeniu, a jego palce zacisnęły się mocniej, chroniąc ją przed ewentualnym upadkiem.
— Zgubiła się pani, panno Dubois? — zapytał, unosząc brew i patrząc jej prosto w oczy. Nie był zły, co bardziej nieodgadniony, może trochę rozbawiony, ale tylko trochę, bo bardziej zastanawiało go, co tak właściwie przyszło jej do głowy, żeby za nim podążać. Już pomijając cholernie istotny fakt, że o tej godzinie była tu nielegalnie, a konsekwencjami takich nielegalnych ucieczek zajmuje się między innym on.
Jared Shamir 🌖💖
Przyjaźń z Noor była niczym posiadanie kota. Nic bardziej nie cieszyło niż jej miękkie ciepło, które sama darowała, ale Kornélia wiedziała, kiedy potrzebowała swojej własnej przestrzeni i towarzystwa samotnych myśli. Zawsze puszczała ją wolno w obawie, że poczuje się przytłoczona i cierpliwie czekała, aż wróci, gotowa ponownie się przed nią otworzyć.
OdpowiedzUsuńSama Kornélia natomiast była jak pies obronny. Lojalna do bólu i nieufna, gotowa rzucić się na wyciągniętą do niej rękę i stanąć obronie tej swojej jedynej osoby, choćby miała sama przelać krew. Ale w tych rzadkich momentach, kiedy czuła się kompletnie bezpiecznie, pozwalała sobie zarówno na okazanie, jak i przyjęcie czułości.
W jej oczach Noor była łagodna, ale nigdy nie powiedziałaby, że zbyt. To nie była jej wada. Była łagodna w taki sposób, którego Kornélia momentami jej zazdrościła. I tak już tkwiły w tym paradoksie wzajemnego pożądania swoich cech, które to właśnie sprawiały, że były do siebie tak dopasowane. Tkwiły w niespodziewanej harmonii sprzeczności.
Gdy Noor splotła z nią palce, ćmy w jej brzuchu zatrzepotały niebezpiecznie skrzydełkami, łaskocząc ją od środka. Tak, Kornélia nazywała to uczucie ćmami, ponieważ żaden motyl by w tej dziewczynie nie przeżył, mówmy sobie szczerze. Tym bardziej miało to sens, że aktywne były z reguły nocą. A jej współlokatorka była dla nich małym światełkiem, które doprowadzało je do absolutnego szału w zaciszu i przytulnego mroku pod numerem 106. Nie możesz tak robić, błagała ją w duchu, ale bez protestu łapała jej rękę niczym tonący chwytający się tratwy. Nie możesz tak mówić, myślała, słuchając jej żartów i tłumionego śmiechu. Kornélia zastanawiała się czasami, czy jej przyjaciółka śmiałaby się w ten sam sposób, gdyby dowiedziała się, co tak naprawdę chodziło po jej głowie w tych momentach. Nie czułaby się wtedy źle... przynajmniej nie gorzej, niż gdyby z zakłopotaniem wycofała się od niej, przytłoczona intensywnością Kornélii, której nie potrafiła stonować.
— Tak, mamy randkę — powtórzyła cicho. — Mam tylko nadzieję, że na kolację będzie coś więcej niż marchewki — dodała, aby poczuć się normalniej.
Z głową na poduszce wsłuchiwała się jej słowom, czytając je prosto z jej ust, gdy jej palce lekko gładziły kostki jej dłoni.
— Nie wróżę ci dobrej oceny z psychologii, jeśli nie rozumiesz ludzi. Chyba cały w tym sens — powiedziała z zaczepnym uśmiechem.
Może lepiej, że nie rozumiesz, pomyślała niemal samolubnie. Czy byłaby w stosunku do niej równie ufna, gdyby rozumiała to, w jaki sposób na nią działała? Czasami nachodziły ją te intruzywne myśli, kiedy miała ochotę ukryć Noor przed światem i zatrzymać ją dla siebie w słodkiej niewiedzy.
— Uuu... niegrzeczna. Kłamanie, żeby wymknąć się do miasta? Skandaliczne — skomentowała, przybierając konspiracyjny ton. Na ustach miała ten sam zaczepny uśmiech i starała się, aby naturalnie wyglądało to, jak szybko go zrzuciła, kiedy dotarła do niej waga wyznania przyjaciółki. Jeśli nie miała wystarczająco dobrego powodu, aby opuścić mury akademii, co było tym sekretem, dla którego musiała się wymykać? I co najważniejsze: z kim? — Skoro nie masz prawdziwej wymówki, to co takiego chcesz tam robić? — zapytała, próbując utrzymać neutralność w jej głosie i ukryć podejrzenia. — Mogę z tobą pójść. Jako wsparcie emocjonalne — zaproponowała, czując, że Noor znowu wymyka jej się spomiędzy palców.
Miała już to trujące uczucie w brzuchu, które nie miało nic wspólnego z jej ćmami; wiedziała, że przyjaciółka delikatnie odmówi i odpowie jej w taki sposób, aby na nic nie odpowiedzieć, ale będzie na tyle słodka, że Kornélia jak zawsze spije z jej ust każde słowo, za którym ukryje prawdę.
Z nią nie potrafiła być na tyle konsekwentna, na ile była z resztą świata. I być może była przez to naiwna, ale nie lubiła postrzegać tego jako swoją słabość. Ona wydobywała z niej swoistą delikatność. Noor nie była jej słabym punktem, a jej największym miękkim punktem. Dla niej była miękka w brzuchu i w kolanach, w sercu i w przekonaniach.
Kornélia ☾⭒.˚
Zdawał sobie sprawę, że doprowadzał ją do różnych stanów, i że wzbudzał w niej różne uczucia, również te, których nie powinna lokować w nim nigdy, już nie tylko ze względu na to, że ona jest uczennicą a on wykładowcą, co z samego faktu, że ma do czynienia z facetem, który nigdy nie da jej tego samego. W jego życiu nie ma miejsca na sentymenty, ani na nierozerwalne więzi, bo jego życie polega na pojawianiu się i znikaniu w co rusz innej roli, nie zawsze tak chwalebnej, jak pozycja wykładowcy w prestiżowej uczelni, którą piastuje teraz. Lekką ręką zaczyna znajomości i równie lekko je kończy, nie dając nikomu klucza do własnego świata, a sememu wchodząc do czyjegoś tyko w takim zakresie, jaki uzna za potrzebny, żeby zrobić, co swoje. To prawda, że w większości nie liczy się z ludźmi ani trochę, że nie ma dla nich politowania, bo ich los wcale go nie obchodzi, ale... no, właśnie – ale są wyjątki i do takich wyjątków musiał zaliczyć Noor, która od dwóch lat jest częścią jego aktualnego życia tutaj, w murach tej akademii. Pozwolił jej zbliżyć się do siebie i prowadzić ze sobą różne, niejednoznaczne gierki, bo potrzebował jej zaufania, żeby móc wykonywać swoje zadanie, ale z drugiej strony – to wcale nie musiało zajść aż tak daleko. Nie musiał doprowadzać do sytuacji, w której granice służbowej relacji się zacierają, a już tym bardziej nie musiał ze stoickim spokojem pozwalać na to, by ona znajdowała się w obszarze jego przestrzeni osobistej w sposób, w jaki nie przystoi to żadnej uczennicy. Chciał tego i dlatego do tego doprowadzał, chociaż to chcenie nie było podyktowane niczym konkretnym. Lubił zbliżać się do granic, bo dopiero na ich krańcu da się dostrzec to, co nie jest zauważalne w normalnym trybie, opartym na sztampowej pogawędce o niczym, a Noor ma sporo do zaoferowania, gdy ląduje przy swoich granicach. Przepadał za tym, jak namacalne potrafią być emocje, które jej towarzyszą, że w jej oczach odbija się dużo z tego, co dzieje się w jej sercu, a ona sama jest zdolna przekazać dużą część siebie za pomocą ciała. Oczywiście, miał świadomość, że w pewnym momencie mogą przegiąć, że to może wymknąć się spod kontroli, a oni wraz z kolejną grą dobrną do czegoś, co całkowicie zburzy granice, których jeszcze się trzymają, ale nie bał się tego z prostego powodu – zostawi to w tyle za sobą, dokładnie tak jak wszystko inne, co kiedyś przy nim było, a co porzucił bez cienia skruchy. To, że do tej pory nie doszło do czegoś takiego między nimi, to tylko z tego względu, że Jared miał za zadanie ją chronić, w tym także przed samym sobą. Starał się trzymać tych postulatów, bo miał świadomość, że Noor niczego nie zostawi w tyle, co wciąż nie zmienia faktu, że czasami sam miewa ochotę udowodnić jej, że nie jest mu wcale taka obojętna.
OdpowiedzUsuń— Nie wygląda pani i w tym jest rzecz — powiedział, cofając swoje ręce. — Bo powinna pani, biorąc po uwagę godzinę i to, że jakimś dziwnym trafem podąża pani moimi śladami — zauważył, posyłając jej znaczące spojrzenie, bo dobrze wiedział, że szła za nim i nie zamierzał owijać w bawełnę. Sama się zresztą przyznała, pytając zaraz o wolne popołudnie, jakby miała już zaplanowane, żeby dowiedzieć się, czy ono faktycznie takie jest. W normalnym przypadku, gdyby był to ktoś inny, z przyjemnością wyciągnąłby konsekwencje i doprowadził tę osobę do porządku dość radykalnymi metodami, ale ze swoim wyjątkiem zwykł postępować trochę inaczej, i chyba Noor sama trochę z tego faktu korzystała. Inaczej nigdy nie zapytałaby go z taką swobodą, czy ma wolne popołudnie – zwyczajnie wiedziała, że nic jej za to nie grozi.
Rozchylił już nawet wargi i nabrał powietrza, żeby odpowiedzieć, ale zanim cokolwiek opuściło jego usta, poczuł dłonie Noor zaciskające się na materiale jego płaszcza i zaraz za nim zdecydowanie szarpnięcie w przód.
Odruchowo położył rękę na ścianie, o którą Noor uderzyła plecami, a palce drugiej zacisnął na jej nadgarstku. Jego spojrzenie przybrało gniewny wyraz, ale gdy Noor uciekła przejętym wzrokiem w bok, w stronę uliczki, zrozumiał, że pojawił się tam ktoś, kogo obecność mogła im zaszkodzić. Stanął więc szerzej, choć nie rozluźnił mięśni, ale kiedy przyciągnęła go jeszcze bardziej, nie oponował. Co prawda, pomyślał, że będzie chciała ukryć twarz w jego szyi, więc dreszcz zaskoczenia przebiegł po jego plecach, gdy poczuł na ustach jej miękkie wargi o truskawkowym posmaku, którymi przywarła do niego bardziej, niż było to wskazane. Zaprosił ją jednak do pieszczot, rozchylając usta i muskając językiem jej dolną wargę, a gdzieś w międzyczasie wsuwając palce w jej włosy z tyłu głowy, żeby pogłębić pocałunek i wyciągnąć z tej chwili tak dużo, jak tylko się da, tym bardziej, że ona może się nie powtórzyć. Nawet ujął jej twarz w obie dłonie i naparł sobą na jej ciało, scałowując z jej ust ciche westchnięcia, które działały na niego bardzo, za bardzo, ale ta przyjemność okazała się jedną z tych, której nie potrafił sobie odmówić.
UsuńOdsunął ją wreszcie na taką odległość, żeby móc spojrzeć jej w oczy, ale nie zabrał rąk.
— Co powinienem z panią zrobić, panno Dubois? — Zapytał szeptem tuż przy jej ustach, wbijając w jej oczy swoje spojrzenie, z jednej strony trochę pożądliwe, z drugiej nieco drapieżne, podkreślone przez pociemniały błękit tęczówek, które teraz przypominały barwą tajemniczy kianit. Nie znalazła się tu z przypadku, naraziła ich na problemy, ale z drugiej strony im zapobiegła. Czy zasługiwała na karę?
Jared Shamir 👄🔥