2025/03/22

[KP] Zeina de la Torre-Caballé

Zeina de la Torre-Caballé
ur. 31.10.2004 r., Barcelona ––– solistka operowa; sopran spinto ––– córka pianisty i kompozytora, Alejandro de la Torre, specjalizującego się w muzyce filmowej, który otrzymał kilka lat temu Oskara w kategorii najlepsza muzyka, oraz Sary Caballé, primadonny z Nagrodą Grammy za całokształt dotychczasowych osiągnięć ––– wnuczka Montserrat Caballé, znanej hiszpańskiej śpiewaczki operowej ––– ścieżka specjalizacyjna: profil artystyczno-humanistyczny ––– biegle posługuje się językiem angielskim, hiszpańskim i niemieckim ––– w szkole uważana jest za diwę i wróży jej się wielką karierę nieprzystępną, mimo że ma taką opinię, jest raczej pomocna i chętnie pożycza długopisy czy dzieli się notatkami ––– ulubione przedmioty: wokalistyka i aktorstwo, znienawidzone: matematyka ––– jest pilną uczennicą ––– pokój 408 ––– zajęcia dodatkowe: kompozycja muzyczna, botanika i zielarstwo oraz chór – śpiewa jako solistka, nie pozwalając, aby ktokolwiek przejął tę rolę, nie wyobraża sobie robić za tło dla kogoś innego ––– rok temu zadebiutowała, podobnie jak babcia, jako jedna z trzech dam w Czarodziejskim flecie W. Mozarta, co przyniosło jej niemałą popularność w środowisku operowym ––– marzy o tym, aby wykonać arię Królowej Nocy z II aktu Czarodziejskiego fletu – to jej ulubiona aria ––– nie jest powiązana z dawnym skandalem akademii ––– gra na fortepianie i skrzypcach ––– członkini klubu L'Ordre d’Orphée ––– powiązania

Nigdy nie była dość ładna, dość szczupła, wystarczająca – ale zmieniło się to, odkąd zaczęła śpiewać. Szybko odkryto w niej talent i zachwycono się wyjątkowym głosem, który potrafił oczarowywać, poruszyć serce i wyrwać duszę. Wciąż była nie dość ładna, nie dość szczupła czy wystarczająca, jednak tym razem broniła się przed krytyką uniesionym głosem, który stał się jej tarczą.
Jest skupiona, aby osiągnąć sukces i nie cofnie się przed niczym, żeby zostać okrzyknięta primadonną wszechczasów. Ćwiczy niemal codziennie, dążąc do perfekcji, nawet jeśli nie jest to dla niej zdrowe. Chce być najlepszą solistką operową i grać główne role – zakorzeniona w niej głęboko próżność zmusza ją do tego, by wyróżniać się z tłumu.
Ma opinię nieprzystępnej i nieco nieprzewidywalnej – podczas jednego ze swoich występów dotkliwie zraniła się w rękę, ale nie przerwała występu, nie przejmując się ani bólem, ani krwią. Dokończyła przedstawienie, zaśpiewała lepiej niż kiedykolwiek, a później mierzyła się zarówno z komentarzami zachwytu, jak i krytyką, bo do czego jest w stanie się jeszcze posunąć? Czy sztuka to krew i ból?
Dla Zeiny sztuka to wszystko… być albo nie być. To jej sens, jej wieczna miłość. Bez muzyki nie potrafiłaby istnieć — to ona pozwala jej oddychać pełną piersią, poczuć się bardziej sobą, mniej karykaturą stworzoną przez wyobrażenia rodziców, ambicje i oczekiwania.


Miała bliźniaczkę, która zmarła po tym, jak oddała Zeinie część wątroby – od tamtej pory Zeina bierze leki zapobiegające odrzuceniu przeszczepionego narządu przez organizm. Nikt jednak nie wie o tym, że Zeina miała siostrę – Margot, zdaniem rodziców, była beztalenciem i lepiej by było, gdyby się nie urodziła, dlatego też nigdy nie pojawiła się w akademii.

Podobno jest tak chuda, bo jest bulimiczką. Podobno ma problemy z autoagresją i karaniem siebie za każdą porażkę.

Niektórzy sądzą, że jest zbyt wpatrzona w siebie, aby się kimś zainteresować. Do tej pory nikt nie widział, żeby trzymała się z jakimś chłopakiem za ręce.

Jej największym kompleksem są liczne piegi na twarzy. Zazwyczaj ma w uszach słuchawki i słucha własnych występów oraz prób, aby mieć świadomość, gdzie zaśpiewała źle.

Najbardziej obawia się, że nie osiągnie sukcesu i zostanie zapomniana lub uznana za przeciętną. Mierzy się z bezsennością.
Najczęściej spędza czas w Teatrze Valmont lub lesie. Dobrze czuje się wśród natury i często tam ćwiczy – być może to o niej mówią uczniowie, wspominając grasującego upiora wśród drzew.

Uwielbia kwiaty i inne rośliny – to dlatego wybrała z zajęć dodatkowych botanikę i zielarstwo. Nie boi się ani pająków, ani innych owadów czy robaków; najczęściej bierze je w ręce i pozwala znaleźć jakaś bezpieczniejszy kąt.

Jest uzależniona od czarnej kawy bez cukru i croissantów z orzechowo-czekoladowym nadzieniem.

Interesuje się filozofią i literaturą. Jej ulubioną powieścią jest Wilk stepowy Hermanna Hessego – w jakiś sposób identyfikuje się z głównym bohaterem.

Boi się zaangażować, dlatego skutecznie nie odkrywa się przed nikim, kto próbuje się do niej zbliżyć. To dlatego ma opinię nieprzystępnej. Skrycie marzy jednak o tym, aby opuścić gardę.

fc: Derya Pınar Ak
Cześć! Witamy się z Zeiną – primadonną Valmont! :D Szukamy wszystkiego! (Najchętniej kogoś, kto dorwałby się do środeczka Zeiny). 💓 Żeby ustalić jakieś szczegóły, piszcie tutaj: virrginia000@gmail.com.
UWAGA: MOGĄ SIĘ TU POJAWIĆ ELEMENTY 18+!

12 komentarzy:

  1. [Aż mnie przeszedł dreszcz na to zdanie o siostrze bliźniaczce, no powiem Ci – grubo, naprawdę grubo. Przez to mam wrażenie, że Zeina musi żyć pod niezłą presją ze strony rodziny, chociaż w to, że jest zdeterminowana tak z natury też nie wątpię, bo na pewno jest. Ambitna, utalentowana diwa, nie ma co! Ale to właśnie dla takich unikatowych osobowości powstała ta akademia, czyż nie? Troszkę będziemy tyrać, ale obiecujemy, że panna de la Torre-Caballé to doceni. Baw się dobrze i (nie)grzecznie!🤫✨]

    Jared Shamir

    OdpowiedzUsuń
  2. [Ale ciekawa i rozbudowana postać, a także pierwsza, jaką spotykam na blogu, która jest powiązana w jakikolwiek sposób z Operą!
    Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem, i stwierdzam, że Zeina, mimo krążących plotek, według mnie wydaje się ciepłą osobą ❤️

    Mam nadzieję, że kiedyś zaśpiewa swoją ulubioną Arię, a wy będziecie się tu dobrze bawić! ❤️]
    Octavia

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cześć, jaka zdolna kruszynka tu zawitała! Wyobrażam sobie, jak walczą w niej dwa wilki, potrzeba bycia i poczucie samotności. Dobrze, że ma swoją tarczę, ale to bardzo smutne, że brak jej kogoś, kto ją wesprze. Mam wrażenie, że nie ma oparcia w rodzinie i to nie tylko tak, że wydaje się nieprzystępna, ale zwyczajnie nie spotkała osób, którym może zaufać i przed którymi odsłonić. Oby się to zmieniło, przecież jest cudowna!
    Widzę kilka punktów zaczepienia i podobieństw między naszymi dziewczynami :) gdybyś miała chęć coś razem napisać, zapraszam :) kusi mnie las....
    Dobrej zabawy dla was <3 ]

    Noor

    OdpowiedzUsuń
  4. Muzyka klasyczna i poważna od długiego czasu były jego osobliwą ucieczką od rzeczywistości, takim drugim życiem, w którym nie ma niczego, z czym realnie nie rozstaje się nigdy, bo nie ma na to szans, natomiast opera to dużo świeższa sympatia, z którą cały czas jeszcze się poznaje, ale okazało się, że trafia do niego równie mocno, co koncerty muzyki klasycznej. Czerpał przyjemność z patrzenia na dekoracje skąpane w odpowiednim świetle i starannie dobrane charakteryzacje bohaterów, którzy wyglądali jak żywcem wyrwani z tamtych czasów. Na żywo wyglądało to zupełnie inaczej – była w tym pewnego rodzaju magia, która w całości wypełniała operę, pozwalając przenieść się do dziewiętnastowiecznego Paryża, czy osiemnastowiecznej Hiszpanii i chłonąć tamtejszą aurę. Śpiewane utwory przenikały skórę i brzmiały niesamowicie w akompaniamencie chóru i orkiestry, w odpowiednio nagłośnionym pomieszczeniu, zaprojektowanym tak, by widz siedzący w ostatnim rzędzie mógł usłyszeć każdy najmniejszy szmer papierka. Była w tym wszystkim taka głębia, że momentami dreszcz przebiegał po plecach zupełnie tak, jakby sztuka ta znalazła sobie sposób na dotykanie duszy. Ostatnim razem, gdy był na operowym spektaklu, zapamiętał to wszystko inaczej, ale miał naście lat i wtedy nie docierało do niego tyle bodźców; muzyka nie niosła się po ciele i nie otulała go zewsząd niczym niewidzialny aksamitny koc. Brakowało wtedy wyjątkowości, jakby dojrzałość do pewnego rodzaju sztuki rozwinęła się w nim dopiero z czasem, pozwalając mu dostrzec i docenić całokształt operowego piękna. Dając mu szansę wprowadzić się w ten stan, w którym świadomość niemalże całkowicie odcina się od rzeczywistości, wędrując do krainy, której majestat ciężko opisać jakimikolwiek słowami, bo człowiek przenosi się do innego wymiaru. Jared jakimś sposobem odprężał się przy tej sztuce, co było całkowicie zaskakujące nawet dla niego samego, ale nie byłby sobą, gdyby chociaż raz nie spróbował zobaczyć, jak mają się sprawy za kulisami tego piękna. W akademii było to banalnie łatwe – wystarczyło dowiedzieć się na kiedy przypadają próby, znaleźć trochę czasu, przejść się do teatru i zająć jedno z miejsc na pustej widowni. Zrobił to raz i od tamtego razu robił to już cyklicznie, bo jak się okazało, to tutejsze piękno okupione było licznymi perypetiami, a przede wszystkim utarczkami. A ich centrum znajdowała się Zeina – tutejsza diwa, nieustannie dążąca do perfekcyjnej perfekcyjności tak niezłomnie, jakby sztuka kiedykolwiek mogła stać się wolna od niedoskonałości.
    Obserwował poczynania chórzystów ze środka widowni, siedząc wygodnie w fotelu z dłońmi splecionymi przed sobą. Skupiał się przede wszystkim na dwójce dziewcząt – Zeinie oraz Sofii, które ewidentnie wpadły w konflikt i to chyba niekoniecznie na tle samej sztuki. Dwie dominujące osobowości, przy czym jedna z despotycznymi zapędami i skłonnością do pochlastania się za cudze błędy. Pięknie się to obserwowało. Mógłby przyznać, że nawet sprawiało mu to przyjemność, bo dostrzeganie niedoskonałości w ludziach, którzy za niedoskonałość gotowi są urwać komuś głowę, było edukującym doświadczeniem. Nie oceniał tego, czy któraś fałszowała, czy nie, bo to nie jego działka i na tym się nie zna – był tutaj wyłącznie w celach psychologicznych, żeby sobie porozgryzać motywy ludzkich zachowań, a zwłaszcza Zeiny, która od jakiegoś czasu była poniekąd skazana na jego refleksje, bo jeśli przychodził, to właśnie po to, żeby powiedzieć jej, co myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ruszył się z miejsca, gdy minęła jego rząd i usiadła za nim, tylko zamknął oczy i wsłuchał się w jej ruchy, rejestrując moment, w którym zmieniła pozycję na fotelu. Dał jej kilka sekund na zabranie głosu, choć podejrzewał, że tego nie zrobi, dlatego ostatecznie postanowił zrobić to pierwszy, standardowo od zwrócenia uwagi na to, co ona za wszelką cenę stara się ignorować.
      — My ludzie, którzy dążymy do doskonałości, aby czuć się dobrze, potrzebujemy coraz większych dawek swojego narkotyku, czyli sukcesów, medali lub zwycięstw nad innymi — zaczął wolnym, pozbawionym złośliwości głosem. — Możemy nieustannie gonić za sukcesem, ale i tak w którymś momencie boleśnie odczujemy skutki tego, że nie akceptujemy siebie bezwarunkowo — powiedział, tym razem wplatając w ton aluzję, bo oboje dobrze wiedzieli, do jakich skutków nawiązywał, zresztą, przed chwilą zostały one wytknięte na głos. A jakie jest prawdopodobieństwo osiągnięcia doskonałości bez akceptacji siebie? Dobre pytanie, Zeina powinna znać odpowiedź.
      Po chwili przerzucił ramię przez oparcie fotela i obrócił się w jej stronę, żeby skonfrontować ich spojrzenia. Musiał lekko unieść podbródek, bo siedziała stopień wyżej.
      — Prawdziwe łodzie się kołyszą, panno de la Torre-Caballé — zauważył. I nie sądził, że musi jej tłumaczyć sens tej metafory, skoro od dłuższego czasu siedzą w temacie doskonałości i perfekcji, w dodatku oboje lubują się w filozofii i literaturze. — To jak to było z tym obiadem? — Uniósł lekko brew, zmieniając temat i czepiając się tego, co ona zapewne wolałaby podsumować wiecznym milczeniem.

      Jared Shamir 🤨🎭

      Usuń
  5. [...Welcome back, Rachel Berry 🌟 Uwielbiam takie dosłowne i niedosłowne diwy! Jak się ma taki talent, to się zasługuje, żeby trochę pogwiazdorzyć; nie widzę w tym problemu. Mamy nadzieję, że Zeina zabłyśnie na największych scenach operowych świata i że jej jakiś upiór nie porwie, bo w ścianach Valmont pewnie nie jedno się kryje 👀
    Dużo odpoczynku wokalnego i miłego pisania!]

    Kornélia ☾⭒.˚

    OdpowiedzUsuń
  6. Podziwiał jej pracowitość i oddanie tej wyjątkowej, trudnej bądź co bądź sztuce, która wymagała nieustannego dbania o warsztat i odpowiednią prezencję, aczkolwiek na tle tego całego oddania dostrzegał jeden dość istotny fakt – Zeina poświęcała się temu zupełnie tak, jakby to od śpiewania zależało jej być, albo nie być, jakby całe jej jestestwo zostało postawione na tą jedną kartę, którą mogła zapewnić sobie wygraną, albo przy której mogła przegrać dosłownie wszystko. To prawda, że plany awaryjne zmieniają sposób, w jaki człowiek dąży do celu, bo druga opcja często demotywuje pierwszą, dlatego w życiu Zeiny wcale nie musi istnieć nic innego – może centralizować się wyłącznie na tym, co pragnie osiągnąć, jeżeli jest przekonana, że tylko to może dać jej szczęście i nie ma w tym nic złego, ale powinna w to uwierzyć. Powinna uwierzyć, że gdyby okazała się beztalenciem, wydarzyłoby się to już dawno temu, bo nigdy nie zadebiutowałaby jako jako jedna z trzech dam w Czarodziejskim flecie i nigdy nie przestąpiłaby progu tej uczelni, stając się prestiżową jednostką na tle przeciętnego świata. Zwykła doskonałość jest dla maszyn. Zeina trafiła do tego miejsca, żeby celebrować swoją perfekcję i tworzyć niezwykłą siebie w sposób niedefiniowalny i nieuchwytny – zupełnie nowy. A on oczywiście przychodził tutaj, żeby obcować z kulturą wyższą i rozkoszować się sztuką, bo ona zawsze go harmonizowała i przepadał za spędzaniem wolnego czasu w ten sposób, zwłaszcza, gdy potrzebował odrobiny głębszego relaksu, ale tak przy okazji rozkoszowania się tym, co go leczy, miał jeszcze wiele innych celów, które sobie postawił. Obnażenie Zeiny z pozorów jest jednym z nich. I nie robił tego dla innych, nie robił tego nawet dla samego siebie, choć można powiedzieć, że czerpał z tego jakiś mały, osobisty zysk – robił to przede wszystkim dla niej, bo miała do zaoferowania wiele więcej, niż tylko piękny, nieskazitelny głos i zależało mu na tym, żeby ona też to dostrzegła. Jest operową diwą, a nie wyłącznie spinto soprano i powinna zadbać o całokształt, tak, żeby ten niespotykany głos, którego w przyszłości nie zapomną ludzkie uszy, zyskał również twarz, o której nie będą chciały zapomnieć oczy.
    Teoretycznie mógł jej z marszu powiedzieć, co myśli, palnąć kilka suchych słów i wyłożyć kawę na ławę, nie brodząc w tych wszystkich przekazach, rzucanych między słowami, ale miał świadomość, że Zeina ma dość krótki lont, i że zbyt radykalne podejście doprowadzi do jej niekontrolowanej detonacji, podobnie jak stało się to na scenie z udziałem Sofii, a to akurat mija się w jej przypadku z celem. Detonacja niczego nie wniesie – Zeina musi spalać się powoli, jednostajnie, tylko momentami rozogniana przez strzelająca iskrę, żeby ten dodatkowy bodziec mógł nieustannie napędzać ją w odpowiednim kierunku.
    Miał świadomość, że przy najbliższej okazji Zeina skorzysta z możliwości i odbije piłeczkę, łapiąc za słówka, bo już to przerabiali, ale nie przeszkadzało mu to, a nawet lepiej – on swoje sprawy z samoakceptacją ma poukładane, ona natomiast dawała wciągnąć się w grę na jego zasadach, w którą bardzo chciał ją wciągnąć, żeby zbliżyć się do gruntu, na którym chciał sobie zatańczyć.
    — Nie doceniam — sprostował w odpowiedzi, co akurat było prawdą, bo czasami faktycznie powinien był bardziej trzymać się intuicji i doceniać to, co powiada mu wnętrze, a mniej kalkulować z zimną logiką, ale trudził się fachem, który wymaga od niego podążania za precyzją, a nie za głosem serca, więc pewne umiejętności samoistnie zatarły się z biegiem czasu. A przywrócenie ich nie jest już wcale takie łatwe.
    Obserwował ją nienachalnie, rejestrując moment, w którym jej spojrzenie uciekło w bok, a ona trąciła po chwili temat, na którego poruszeniu mu zależało, a który już niekoniecznie dotyczył wyłącznie bycia doskonałą solistką pod względem technicznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat o to Zeina nie musiała się martwić – miała wyjątkowy, w pełni oszlifowany głos i tego nikt jej nie odbierze. A jak było ze szlifowaniem własnego wnętrza? Potrzebowała dłoni, które nadadzą mu kształt, bo są na świecie doskonałości, których nie da się osiągnąć w pojedynkę? Zaiste.
      Tak to już jest, że człowiek może przestać mówić, ale nie może przestać wysyłać komunikatów za pomocą swojego ciała. Może też mówić jedno, a pokazywać sobą coś zgoła innego.
      — Rzecz w tym, panno de la Torre-Caballé, że doskonałość osiąga się nie wtedy, kiedy nie można już nic dodać, ale kiedy nie można nic ująć. Wie pani, co stanie się z diamentem, gdy w trakcie nadawania mu kształtu zostanie zbyt głęboko przycięty? — Przyglądając się jej, pozwolił, żeby to pytanie zawisło na kilka sekund pomiędzy nimi. — Straci cały swój blask — wyjaśnił. Czasami banalnie łatwo jest przedobrzyć, a cholernie trudno jest wrócić do stanu, który nie wydawał się idealny, a w rzeczywistości był bardziej idealny, niż ten, który nastąpił później. Czasami więcej, bardziej lub mocniej wcale nie oznacza lepiej.
      — Skoro, już niezależnie od tego co uznamy, obiad rzeczywiście skończył w toalecie, to sprawa jest jasna. Jeśli chce pani błyszczeć, to musi pani pozwolić obiadowi przejść przez cały proces trawienia, zanim porzuci go pani w toalecie — zauważył, zsuwając lustrujące spojrzenie wzdłuż jej sylwetki. Z jednej strony nie rozumiał dlaczego, ale z drugiej strony wiedział, jaką presję Zeina na siebie nałożyła, i to wszystko wydawało się ze sobą łączyć w spójną całość.
      Przeniósł wzrok z jej sylwetki na swój zegarek, lekko podciągając rękaw czarnego, kaszmirowego golfa, by dojrzeć całą tarczę ze wskazówkami, a potem powrócił spojrzeniem do jej oczu.
      — Przyjdzie pani do mojego gabinetu po próbie — powiedział, zdecydował, oznajmił, a może po prostu narzucił, ale bez względu na to, jak Zeina określi sobie to wezwanie – chciał ją widzieć i liczył na to, że zobaczy, bo jeśli nie, to ostatecznie i tak ją znajdzie, tylko że wtedy przyprawi ją o skurcze żołądka z zupełnie innego powodu.

      Jared Shamir 🌙🌠

      Usuń
  7. [Witam! Bardzo chętnie wciągnę Twoją ślicznotkę do mojego wewnętrznego kręgu, przyrzekam też od razu dążyć do opuszczenia przez nią gardy podczas wspólnie spędzanego czasu <3 Muszę też przyznać, że niezmiernie się cieszę, iż obie moje dotychczasowe postaci tak Ci przypadły do gustu! Jeśli pozwolisz, wstępnie napiszę nasz początek dla Zeiny na Twojego gmaila. Mój pomysł jest taki, aby poznać ją ze wszystkimi przez moją nieopublikowaną jeszcze Del (rudowłosa artystka z jeszcze większą ilością piegów, która nauczy Twoje dziewczę kochać swoje piegi niczym gwiazdozbiory, które tak pomyślnie świecą dla jej kariery operowej). Mogę też przedpremierowo podsunąć smaczki o Del, które zdążyłam już napisać. Umowa stoi? (Wcale nie ostatnia, tak między nami!).

    P.S Laska Kaza Brekkera była inspiracją do wyrażania przez Edmunda dezaprobaty, kiedy upomina bliskie mu towarzystwo kobiet.]

    Leo&Ed&Del

    OdpowiedzUsuń
  8. [Mówiłaś, ale nie zaszkodzi jak wspomnisz jeszcze raz. 🤭
    My się z Aresem również postaramy być dobrymi psiapsiami. Przez ostatni rok trochę chłopak nawalił to będzie teraz się podwójnie starał. 💕]

    Ares

    OdpowiedzUsuń
  9. Spodziewał się, że powrót będzie dla niego cięższy. Wycofał się co prawda z towarzystwa i już nie był tym samym Aresem. Powoli jego skorupa pękała, bo ile człowiek mógł udawać kogoś im nie był? Czekał tylko na moment, aż mu przejdzie. Co wcale nie było takie proste. Miał zupełnie inne wyobrażenia co do swojego życia. Nie powinno go tutaj teraz być, ale nie miał wyboru. I to nie tak, że nie lubił akademii. Lubił się uczyć, a przede wszystkim potrafił doskonale zapamiętywać istotne informacje. Przyswajanie wiedzy nie przychodziło mu z trudem. Jednak ostatnie trzy lata wszystko zmieniły. To, jak postrzegał samego siebie, rodzinę i swoją przyszłość. Postawił wszystko na jedną kartę, co okazało się błędem. Tego z kolei naprawić już nie mógł. Wyciąganie wniosków z błędnych sytuacji również przychodziło mu z trudem. W końcu to wszyscy wokół się mylili, ale na pewno nie on, prawda? Sam przed sobą, jeszcze, nie przyznał, że tamta sytuacja była błędem, a już tym bardziej nie zrobi tego przed kimś obcym czy przyjacielem. To zwyczajnie nie wchodziło w grę. Nie w tym momencie. Może za jakiś czas będzie na to gotów, a jeśli nie to kto mu zabroni żyć w przekonaniu, że postąpił słusznie? Fakt faktem, nie zadbał o komfort bliskich. Pozwolił im się martwić przez długie tygodnie, zostawił bez słowa każdą osobę, z którą był blisko. Jednocześnie nie potrafił mieć wyrzutów sumienia z tego powodu czy żałować, że postąpił w taki sposób. Najwyraźniej tak właśnie musiało być.
    Nie poświęcił już więcej czasu na rozmyślaniu. Miał przed sobą znacznie ważniejszy cel, który musiał wykonać. Wszystko było już gotowe i pozostawało jedynie pytanie, czy bohaterka jego historii będzie równie chętna na jego pomysły. Ares raczej nie przyjmował odmowy. Radził sobie z najbardziej upartymi ludźmi i był pozytywnie nastawiony do tego, że i z Zeiną sobie poradzi.
    Ares przemierzał korytarze pewnym siebie krokiem. Znał to miejsca na pamięć i doskonale wiedział, w którą stronę ma iść. Będąc na pierwszym roku razem z kumplem wyznaczyli sobie cel, aby do końca semestru poruszać się po zamku z zamkniętymi oczami. Udało im się to dopiero przed wakacyjną przerwą. Poświecili zdecydowanie więcej czasu na poznawanie zakamarków akademii niż na nauce, ale niczego nie żałował. Dzięki temu poruszał się po niej z lekkością, której brakowało pierwszoroczniakom, a nawet niektórym starszym rocznikom. To miejsce potrafiło przytłaczać. Setki klas, przejść i jeszcze więcej schodów. Do tej pory poszczególne osoby poruszały się z mapką, którą można było odebrać w sekretariacie, ale nawet z nią o zgubienie drogi było bardzo łatwo.
    Bezszelestnie wślizgnął się do Sali muzycznej, w której rozbrzmiewały przyjemne dla ucha dźwięki. Uniósł kąciki ust rozpoznając od razu głos swojej przyjaciółki. Ares na muzyce znał się tyle co na balecie – czyli wcale. Natura nie obdarzyła go żadnym talentem artystycznym, ale nie narzekał z tego powodu. Radził sobie w sporcie oraz w innych dziecinach nauki. Swojej kariery ze sztuką również nie wiązał i znacznie bardziej wolał być na widowni niż na scenie. Tę wolał zostawić swojej uzdolnionej przyjaciółce, która radziła sobie niesamowicie. Obiektywny może nie był, ale nawet największy krytyk byłby w stanie docenić panienkę de la Torre-Caballé.
    Zajął miejsce tuż przy wejściu. Nie chciał przeszkadzać jej w próbie, ale dochodziła już siedemnasta. Był piątek i o tej porze każdy szanujący się student zostawiał naukę dawno za sobą. Nie w Valmont co prawda. Tutaj zdawało się, że nie było miejsca na odpoczynek. Ares był zdania, że każdy go czasami potrzebuje i to właśnie zamierzał załatwić Zeinie. Nie musiał przebywać z nią dwadzieścia cztery godziny na dobę, aby wiedzieć, że przyjaciółka zbyt wiele godzin poświęca na doskonalenie głosu.
    W chwili, kiedy muzyka oraz głos ucichły, Ares podniósł się z zajętego miejsca. Klasnął kilkanaście razy w dłonie. Zbliżał się również w stronę dziewczyny. Sama mina młodego mężczyzny mogła sugerować, że ma coś zaplanowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. — Cześć — przywitał się. Splótł ręce za plecami i przystanął niedaleko dziewczyny. Wbił swoje jasne spojrzenie w jej drobną sylwetkę. Rzadko kiedy coś kombinował, a gdy już pojawiał mu się w głowie jakiś pomysł to starał się ze wszystkich sił go zrealizować. — Mam nadzieję, że już skończyłaś, bo cię porywam na cały weekend. I nie, nie chcę słyszeć żadnych wymówek. Przez następne czterdzieści osiem godzin jesteś tylko i wyłącznie moja.

      No to w drogę🏂

      Usuń

✉️ Wiadomość od Sekretariatu✉️

Drodzy Uczniowie,

Rozumiemy, że anonimowość internetowa kusi do kreatywności, ale przypominamy, że formularz komentarzy służy do merytorycznych uwag, kulturalnej wymiany myśli i waszego wątkowania. Jeśli ktoś zdecyduje się używać go do teorii spiskowych czy też plotek o Pani Williams – prosimy, zachowajcie umiar (i pamiętajcie, że Pani Williams ma naprawdę dobry słuch!).

Z poważaniem,
Elise Kramer 🏛️✒️